Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem

15.02.2014
sobota

Christa za 22 000 zł

15 lutego 2014, sobota,

Do niedawna plansze komiksowe  polskich klasyków można było kupić naprawdę tanio. Niskie ceny świadczyły o tym, że nie ma na nie zbyt wielu chętnych, a ci nieliczni chętni nie są gotowi  zbyt wiele zapłacić. Tymczasem na aukcji w warszawskiej Desie ceny poszybowały niesamowicie w górę. Jak to możliwie?

Prawdę powiedziawszy, musiało to kiedyś nastąpić. Przez lata można było kupić oryginalne plansze komiksów po partyzancku, za śmieszne pieniądze.  Większość transakcji odbywała się bezpośrednio lub na Allegro. 100 zł za plansze młodszych twórców było standardem, za Christę – kilkaset.  Tyle, że w świecie sztuki sprzedawanie dzieł na Allegro jest raczej nie do pomyślenia, nie budzi zaufania i zwyczajnie nie uchodzi. W środowisku fanowskim jest to akceptowalne i było normalne.

A przecież komiks to sztuka, prawda? W ciągu ostatnich lat we Francji czy USA sprzedaż oryginałów zaczęła być coraz poważniejszym przedsięwzięciem, więc musiał przyjść czas na Polskę.

„Nie wiedziałam, że coś takiego można kupić” – usłyszałem z ust dziennikarki oglądając jakiś program śniadaniowy. To zdanie to chyba słowo-klucz do całego problemu.

Pomijając świętej pamięci Łafffkę, która wystartowała z tym za wcześnie, miłośnicy komiksu  nie stworzyli żadnej instytucji, ani galerii, która wyspecjalizowałaby się w sprzedaży oryginałów, w jakiś sposób wyregulowała rynek czy spróbowała go sprofesjonalizować. Bo umówmy się, że sprzedaż na Allegro profesjonalną działalnością nazwać nie można. Dopiero niedawno powstał internetowy sklep Artkomiks, zatem rozpoznawalna Desa weszła ze swoją licytacją w niszę i zgarnęła pulę. Już teraz wiadomo, „gdzie coś takiego można kupić”.

Przez lata komiksowe środowisko czy po prostu fani komiksu niespecjalnie byli oryginałami zainteresowani. Rynek praktycznie nie istniał, nie dyskutowano o cenach  i wartości plansz. Ludzie byli w stanie kupować albumy za 150 zł i stać w kolejce (do których powstawały specjalne komitety), by dostać autograf na festiwalu, ale  tanie oryginalne plansze , nawet te  za 100 zł  – nie schodziły. W „Wyjściu z getta” Krzysztof Masiewicz stwierdził, że kolekcjonerów oryginalnych plansz jest w Polsce kilku  i wszyscy się znają. Rozmowa, którą wtedy przeprowadziliśmy była też praktycznym przewodnikiem, jak kupować oryginały: co jest cenne, na co warto zwrócić uwagę, czym się kierować. To był 2012 rok.

W 2013 w szczecińskiej galerii Orient można było kupić oryginały Christy w niesamowicie niskich cenach. Komplet: 2 paski ze „Szkoły latania” + 2 blaudruki oferowano wtedy za 900 zł. 13 lutego 2014 jeden pasek ze „Szkoły latania” wystawiono na aukcji za 1000 zł, a wylicytowano go za 4000 zł. Natomiast okładka ze „Zwariowanej wyspy” poszła za 22 000 zł (cena wywoławcza – 4000 zł). Sporo, nawet jeśli porównamy to z amerykańskim rynkiem, gdzie okładkę „Blankets” sprzedano za 21 tyś dolarów. Ok, to kilkukrotnie więcej, tylko – z całym szacunkiem dla Christy – „Zwariowana wyspa”  w przeciwieństwie do „Blankets” nie jest arcydziełem.  Czy ceny osiągnięte na aukcji w Desie są zatem przeszacowane? A może to aukcje na Allegro były niedoszacowane? Zweryfikuje to czas. I rynek, o ile rynek oryginalnych plansz komiksowych w Polsce narodzi się na dobre.

Ale aukcja w Desie pokazuje, że pora w końcu rozmawiać o pieniądzach: cenach plansz, ich realnej wartości rynkowej, a co za tym idzie ocenie ich wartości artystycznej – w polu sztuk wizualnych. Nie o tym, jak ładnie wyglądają półki z albumami kolegi, czy jak trudno było się dopchać na festiwalu po autograf Rosińskiego i ile wypił w tym roku Simon Bisley. Choć na własnej skórze przekonałem się kilka razy, że w środowisku komiksowym o pieniądzach dyskutuje się niechętnie i nieczęsto.

Ps. Szacowałem, że okładka „Zwariowanej wyspy” pójdzie za maks 10 000 zł.

Ps.2. Nie sprzedała się ani jedna plansza z „Trzynastego piórka Eufemii”. To zaskoczyło mnie chyba jeszcze bardziej. To, że nie sprzedały się wycenione po 18 000 zł plansze Polcha nie było specjalnie zaskakujące.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. Nie jest prawdą że „fani komiksu niespecjalnie byli oryginałami zainteresowani”, nieprawdą jest „że kolekcjonerów oryginalnych plansz jest w Polsce kilku i wszyscy się znają”. Jestem miłośnikiem Sztuki Komiksu i jestem kolekcjonerem oryginalnych plansz. Niektóre otrzymałem w prezencie od znanych mi osobiście twórców i te cenię sobie szczególnie, wiele innych zakupiłem. Nie miałem wątpliwości że to czego obecnie jesteśmy świadkami kiedyś nastąpi. Jest drobna różnica, której nie zauważa autor bloga i książki. Sam nigdy nie traktowałem tych plansz otrzymanych, czy kolejnych będących zakupionymi, jako inwestycyjnej lokaty kapitału. Dla mnie było to i ciągle jest sposób na bezpośrednie obcowanie ze Sztuką. Kiedy patrzę na te dzieła, w oczach nie skaczą mi… cyferki, w głowie nie pracuje… kalkulator. Mało tego, zbiory traktuję jako przyczynek do (trudno znaleźć partnerów) utworzenia w Polsce autentycznego MUZEUM KOMIKSU. Obecnie mam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się że ceny idą w górę, gdyż być może twórcy nareszcie zostaną docenieni za swoje dzieła również w wymiarze finansowym. Z drugiej strony, dla mnie będzie to koniec pewnej przygody, koniec osobistego, bezpośredniego obcowania ze sztuką, gdyż jako emeryta nie stać mnie na płacenie podobnych cen.

  2. Jest istotna różnica między tym zjawiskiem w stanach, a omawianą przez Ciebie aukcją. Tam aktualni rysownicy nieźle sprzedają swoją pracę, „wystarczy”, żeby albumy przez nich rysowane odniosły sukces. Nie muszą to być plansze z lat 50, 60, 70 itd.. U nas poza żelaznymi klasykami, którzy działali za czasów komuny nie spodziewałbym się jakiegokolwiek szału. Do kompletu brakowało tam tylko Rosińskiego. Nawet tak rozpoznawalni autorzy młodszego pokolenia, jak Śledziu czy Trust nie uzyskają takich cen, nie wspominając o kimkolwiek mniej popularnym. Założę się, że większość tych plansz kupili klienci, którzy już nawet nie czytają komiksów, ale w dzieciństwie jarali się Kajkami i resztą, teraz mają kasę, to sobie zaszaleli. Ale, może się mylę.

  3. Plansze komiksowe to swietna lokata kapitału, w USA to duży biznes, niestety nie moglem przyjechac, bylem zainteresowany jedna z prac Polcha, bylem ciekaw jak sie to wszystko skonczy. Ten biznes ma duża przyszlosc. Na miejscu tej Desy zatrudnilbym takiego W. Łowickiego ( zrobił parę wystaw i ma kontakt z autorami ) i wykorzystalbym go do pozyskania paru naiwnych komiksiarzy, wyciągnąłbym prace za bezcen i sprzedawalbym z duzym zyskiem w tej galerii, moga tez wykupic wszystkie plansze Papcia Chmiela, Rosińskiego czy Polcha i potem sprzedawac za Bóg wie ile. Ciekaw jestem za ile pójda kolejne okladki Christy, zapewne ceny beda jeszcze wyzsze.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Odp. „Piotr” – To nie przyszłość… to już się dzieje (Sz.P.)

  6. @Wojciech Jama – kolekcjonerów jest niewiele. Gdyby było inaczej, ceny plansz byłyby większe przed aukcją w Desie. Myślę, że jesteś jednym z niewielu zainteresowanych – kupujących. Jedno nie wyklucza drugiego: można kupować plansze, bo jest się pasjonatem komiksu i jednocześnie traktować to jako inwestycję. Brak muzeum komiksu z prawdziwego zdarzenia w Polsce to o wiele poważniejszy problem, tak samo to, że istniejące już muzea – o ile mi wiadomo – nie kupują do swoich zbiorów plansz komiksowych i nie tworzą komiksowych kolekcji.

  7. @Tomek: Oczywiście, że jest różnica – na wielu poziomach. Ta aukcja była dowodem, że klasykami komiksu – tak jak piszesz – są nie tylko osoby obecnie interesujące się komiksem. Tak wysokie ceny osiągnięto chyba właśnie dzięki sentymentom do swoich czasów dzieciństwa, a czy to wpłynie na ceny plansz Truścińskiego czy Śledzia? To zależy, jak autorzy zareagują na tę aukcję. Myślę jednak, że będą mniej chętnie pozbywać się plansz- przynajmniej do czasów następnych aukcji.

  8. @Piotr – Tych cen nie byłbym taki pewien, zobaczymy po kilu takich aukcjach. Ale mimo wszystko ceny Christy, jakie były wtedy w Oriencie były trochę żartem z klasyka – plansze młodszych ludzi, jak Gawronkiewicz były wtedy droższe

  9. @ Sebastian Frąckiewicz – Masz rację, kolekcjonerów jest niewielu. Masz rację, że kolekcjonowanie nie jedno ma imię. Tutaj jednak uważam i to poddaję krytyce, że opisując ten ciekawy temat, autorzy (w tym Ty) skupiacie się prawie wyłącznie na kolekcjonerstwie inwestycyjnym, w moim odczuciu mocno również zalatującym… snobizmem. Nawet w wywiadzie z Twojej książki z K. Masiewiczem (wczoraj go sobie odświeżyłem) cyt: „(…)Wprawdzie kolekcjonerów sztuki jest o wiele więcej niż kolekcjonerów plansz komiksowych(…)” widać pogląd (wątpliwość?) że oryginalna plansza komiksowa to nie jest… dzieło sztuki. Dla mnie to świadectwo minionych, bezpowrotnie straconych dziesięcioleci. Europa, USA, itd. tam sztuka komiksu rozwijała się w miarę bezproblemowo. Twórcy tworzyli, wydawcy wydawali, odbiorca kupował lub nie i to realia rynkowe decydowały o kierunkach rozwoju komiksu i rynku sztuki z oryginalnymi planszami. Tam tworzyła się kultura, kolejne pokolenia twórców. U nas tworzyli (i tworzą) nieliczni „wariaci”, spośród których niewielu dawało i daje radę utrzymać rodzinę z rysowania komiksów. My straciliśmy kilka dziesięcioleci, kiedy komiks był sprawą… polityczną i tego nie da się nadrobić (niestety). Inny rynek, inna „zamożność” społeczeństwa i realia powodujące że jeszcze nie tak dawno w kontaktach z przedstawicielami mediów pierwszym pytaniem było „Jak Pan uważa, czy komiks jest sztuką?”. Czy coś radykalnie w Polsce zmieniło na lepsze? Mam wątpliwości po ostatniej decyzji ministra KULTUry kosztującej nas wszystkich 6 mln i rozmowach z niektórymi ludźmi komiksu, którym trzeba tłumaczyć czym jest instytucja muzealna, czym powinno być Muzeum Komiksu i jakie cele realizować. Nie mam żadnych wątpliwości że Muzeum Komiksu powinno powstać. Lecz kiedy z jednej strony widzę obojętność Państwa na tą dziedzinę naszej kultury, a z drugiej widzę rzucone lekką ręką MKiDzN na „tacę” 6 mln, to zwyczajnie zgrzytam zębami i rzucam bynajmniej nie kulturalnym słowem 🙁 Oby Muzeum (polskiego) Komiksu nie musiało powstać jedynie jako dział w jakimś istniejącym Muzeum Komiksu na świecie, bo i taka możliwość istnieje.

  10. Przynajmniej teraz wiadomo, dlaczego się sępy rzuciły po śmierci Christy do jego domu i archiwum. Na wyścigi.

  11. @Wojciech Jama – „Czy komiks jest sztuką?” – słyszę to pytanie już naprawdę nie tak często. A ostatnia decyzja ministra kultury to dość kosztowny i ponury żart. Przedwyborczy.

  12. Często spotykam się z naprawdę tanimi perełkami i dziwie się, że nikt tym się nie zainteresuję. Z drugiej strony czasami są takie „anomalie”, że pojawiają się ceny z kosmosu. Tak to działa, wystarczy przykleić łatkę, że to unikat. Taki niby kolekcjoner kupuje po horrendalnej cenie z myślą, że on też się dorobi. Gdzie tu miejsce na prawdziwe wartości?

  13. Przestrzegam przed wyciąganiem jakichkolwiek wniosków na podstawie tej jednej aukcji. Moim zdaniem to było wyłącznie wydarzenie medialne, jednorazowy strzał, który miał na celu wywindowanie cen oryginalnych plansz i stworzenie nowego segmentu rynku dzieł sztuki. Desa uwiarygodniła swoim autorytetem absurdalnie wysokie ceny wywoławcze, przy akompaniamencie niesamowitej kampanii reklamowej(prasa, telewizja, Forbes, sam Frąckiewicz w TVN24), kompletnie nieadekwatnej do rangi wydarzenia. No i mamy efekt.

    Spekulantom, którzy chcieliby teraz na tej fali zarobić kokosy, chciałbym tylko przypomnieć, że Christa nie narysował kilkudziesięciu pasków gazetowych, ale około 4.700. Jeżeli ktoś ma nadzieję, że każdy z tych pasków wart jest 4.000 zł, to chyba się przeliczył. Spuścizna Christy z Wieczoru Wybrzeża byłaby wtedy warta prawie 19.000.000 (dziewiętnaście milionów złotych). Poważnie?

    Idźmy dalej. Plansz „Kajka i Kokosza” jest około 440. Przy cenach rzędu 8.000 zł/szt. (kreska + blaudruk) wartość całej kolekcji wyniosłaby ok. 3.500.000 zł. Do tego 30 okładek po 25.000 zł (a gdzie blaudruki?) daje kolejne 750.000 zł. Zostaje jeszcze „Gucek i Roch”, programy teatralne, bajki dla dorosłych i całe mnóstwo drobnicy.

    Razem to jest jakieś 25 milionów złotych, oczywiście przy cenach wylicytowanych w Desie. Taaa….

    Reasumując: na razie nie ma się czym podniecać. Tego jest taka masa, że „rynek” nie jest w stanie jej wchłonąć, a już na pewno nie za takie pieniądze. Desa zrobiła bardzo sprytnie, wystawiając pojedyncze sztuki. Miało to sprawić wrażenie, że oryginały sa czymś wyjątkowym, jest ich niezwykle mało i trudno je zdobyć. My wiemy, że tak nie jest, a czas zweryfikuje kto miał rację.

  14. Dawno nie czytałem większych bzdur jakie to powyżej wypisał Kapral. „Tego jest taka masa, że „rynek” nie jest w stanie jej wchłonąć, a już na pewno nie za takie pieniądze. ” Pytam zatem gdzie jest tego cała masa, okoła tysiąca pasków z 4700 zaginęło, jeden człowiek w Polsce posiada ich blisko 1400 (nie sprzeda żadnego), inny z USA ponad 300, jeszcze inny zza granicy podobnie a praktycznie cała reszta dorobku mistrza juz dawno opusciła ręce spadkobierców. Pewien pan w zasadzie wykupił dwa całe „Gucki i Rochy”.
    Dotychczas Christa chodził za żenująco nisko stawki, ja rozumiem, że było miło płacić zań grosze, ale to się skończyło. Ile można sprzedawać pokątnie mistrza polskiego komiksu w cenie bardzo początkującego rysownika…
    A teraz drogi Kapralu pytanie do Ciebie. Ile według Ciebie powinien być warta plansza Christy tworzona dwa dni, będąca obiektem westchnień setek ludzi i dlaczego nikt nie narzeka jak Grzegorz Rosiński za malowane dwie godziny prace zgarnia 17 000 euro? Inny rynek? Zatem..Dlaczego za głupi szkic Polcha ktoś zapłacił 8000 PLN, za Tytusa 12 000 PLN. Czy to że Papcio Chmiel nie sprzedaje swoich prac a jedna ilustracja w Desie za tyle poszła czyni z niego cwaniaka i milionera? Winduje ceny swoich prac albo ktoś macza w tym palce szykując do sprzedaży coś jeszcze tego autora? Brednie. Rzecz jest tyle warta ile za nią płacą. Jak można być oddanym fanem i godzić się na to, żeby Christa chodził za tak psie pieniądze? Można, jak się jest bezezględnym kolekcjonerem i robi się larum, że ktoś został doceniony, gdyż trzeba będzie więcej płacić. Wtedy węszymy spiski i oczerniamy ludzi, robimy jakieś chore podliczenia prac któych w większości nikt już nigdy na oczy nie zobaczy.

  15. Odwal się ode mnie, koleżko. Nie mam ani jednego paska Christy, ani jednej planszy. Nie interesuje mnie zbieranie przedmiotów, tylko informacji. To jest wyższe stadium kolekcjonerstwa, którego takie buce jak Ty nigdy nie zrozumieją. Mam w nosie po ile chodzą oryginały, bo nigdy ich nie kupowałem ani nie miałem takiej potrzeby. Niedługo po śmierci Christy razem z kolegą Hegemonem (przy wsparciu Conturu) rzeczywiście pojechaliśmy do Sopotu, ale nie po to żeby rozgrabić jego słynną szafę, tylko żeby zabezpieczyć szkice, które naszym zdaniem są 1000 razy cennijsze od komiksów, bo nigdy nie zostały wydane. Zresztą nie przywieźliśmy sobie z Sopotu ani jednego szkicu. Za to załatwiliśmy, że inni fani je zeskanowali, żeby wszyscy mogli je poznać, nawet jeśli spadkobiercy je sprzedadzą. I tak szkice zostały zabezpieczone, dla potomności, dla Was. Tacy z nas cwaniacy, takie hieny cmentarne.

    Guzik mnie też obchodzą bazarowe informacje który pan kupił sobie ile oryginałów, a ile ma jeszcze Paulina i jak długo będzie je sprzedawać. Te oryginały są w obiegu. Jeśli ktoś kupił 1400 sztuk, to chyba nie po to, żeby sobie nimi wytapetować mieszkanie. Prędzej czy później wypłyną i trafią na rynek, spokojna głowa.

    A propos cen i tego co za ile wypada – co Christa ma z tego, że jego plansze podrożały? Facet nie żyje od 5 lat i z pewnością ma w nosie kto ile na nim zarobi. A może Ty masz w tym jakiś interes i Cię boli?

  16. Jeszcze jeden drobiazg: pytasz mnie ile powinna być warta plansza, którą autor tworzył aż dwa dni? Zapytaj może Janusza Christy, ja nie jestem jego rzecznikiem. Wiem tylko, że w Wieczorze zarabiał kiepsko, powiedzmy że na dzisiejsze pieniądze 3.000 zł miesięcznie za 25 pasków. To wychodzi po 120 zł za pasek. W Świecie Młodych było już znacznie lepiej, a i pracy mniej. Mógł wyżyć z jednego albumu rocznie. Powiedzmy, że zarabiał 3.500 zł miesięcznie przez 12 miesięcy za 35 plansz. Wychodzi po 1.200 zł za planszę. No niech będzie nawet 1.500 zł. I to jest wartość jego pracy. Cała „górka” wynika z tego, że ta jego praca stała sie obiektem czyichś westchnień. To teraz może wyceń te westchnienia.

  17. No i Kapral okazał sie typowym pajacem-szkodnikiem, wartość prac mistrza Janusza Christy wycenia na podstawie żenujących stawek w Wieczorze Wybrzeża w debilnym rozumowaniu, że publikacja warta tyle co oryginał. Tak… Durni nie sieją, mnożą ich przez cięcie na plasterki chyba. Panu już dziękujęmy. Nie interesują go „bazarowe informacje” ile prac jest w rękach kolekcjonerów ale zbieranie „informacji” czyli „wyższe stadium kolekcjonerstwa, którego takcy buce jak ja nigdy nie zrozumieją”. Pomijając fakt, że powyższe wypowiedzi pana Kaprala trącą kretynizmem, chamstwem i zwykłym brakiem znajomości tematu, mimochodem w co drugim zdaniu sobie przecząc, pozdrawiam Pana i życzę przyjemnej lektury Kajko i Kokosza a rynek sztuki zostawcie już dorosłym, którzy uważają Janusza Christę za prawdziwego twórcę i nie rzucają się jak hieny na skany prac mistrza bo wiedzą, że sami pokażą to ludziom na wystawie w oryginale.
    Pajacu, zrozum, że opublikowanie w prasie pracy wartej nawet miliony, to grosze i nie ma nic wspólnego z jej rynkową wartością. Dla nas fanów Christa jest bezcenny, tacy jak Kapral z bloga naplaserki to zwykła zakala wśród fanów, podchodzi do twórczości Christy jak zwykłe dziecko zapatrzone w kolorowe obrazki i prześcigające się w ciekawostkach na temat autora w piaskownicy.
    A jak nie masz oryginalnych prac, nie zbierasz i Cię na nie nie stać to poza komiksy dzieciaku głowy nie wychylaj bo widać w temacie błądzisz i pojęcia nie masz o sztuce. Jesteś od ciekawostek o grubym Kokoszu i malym Kajku i niech tak zostanie.

  18. Nie używaj słów, których nie rozumiesz, zwłaszcza takich jak: „sztuka”, „twórca”, „rynek”, „wartość”, „publikacja”, a przede wszystkim „dorosłość”.

  19. Ja z kolei zalecę Ci co byś dalej używał pseudonimu Kapral gdyż niedaleko Ci mały, zawistny człowieku od oryginału. Podejrzewam, że znasz znaczenie tego słowa, z innymi masz raczej problem wesoły czytelniku Kajko i Kokosza, nie rozróżniający zapłaty za publikację z wartością materialnością plansz. Nie jesteś partnerem do dyskusji i wcale nie cieszy mnie, że zaprezentowałeś się jako cham i burak gdyż darzyłem Cie szacunkiem. Jak Cię nie stać na oryginał Christy i nie interesują Cię „bazarowe informacje” to po co się odzywasz, prezentując poziom wiejskiej przekupki tworząc idiotyczne wyliczenia… To jest dopiero bazar. Bez odbioru.

  20. Burak, nie burak, ale swoje wiem 🙂
    Wiem na przykład, że Christa nie tworzył żadnych „dzieł” i nie dostawał od Wieczoru pieniędzy za ich „publikację”, tylko zachrzaniał w redakcji na etacie. Oryginały były tylko produktem ubocznym tej „twórczości”, a nie jej celem. Celem była publikacja w gazecie, masowa reprodukcja na papierze. Christa trzymał oryginały tylko dlatego, że potrzebne mu były do ewentualnych dalszych publikacji. Nie szanował ich, przerabiał, docinał, dopisywał nowe teksty, a czasem przerysowywał od nowa. To my robimy z nich bógwico, ale nie dlatego, że to są takie wybitne „dzieła sztuki”, ale dlatego, że w głębi duszy jaramy się „grubym Kokoszem i małym Kajkiem”. I tym się różni rynek dzieł sztuki od rynku oryginalnych plansz komiksowych. Tutaj fani są klientami, więc motywacje są trochę inne.

  21. Cóż za dyskusja. Oł Rajt!

  22. Posłuchaj Kapralu, jak będziesz w Trójmieście to daj znać. Napijemy się piwka i pogadamy, tematów mielibyśmy wiele. Ze swej strony przepraszam za powyższe inwektywy i niepotrzebne słowa.

  23. Spoko. Może wreszcie będzie okazja wybrać się na BFK 🙂

  24. Wszystko ma swoja cenę 😉

css.php