Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem

23.06.2013
niedziela

Anna Politkowska jedzie na czeczeńską wojnę

23 czerwca 2013, niedziela,

„Dzienniki rosyjskie” Igorta w przeciwieństwie do „Dzienników ukraińskich” trudno nazwać 100% komiksowym dokumentem, a przynajmniej trudno określić – co jest głównym tematem jego opowieści.

W przypadku „Dzienników Ukraińskich” rzecz miała się prosto i przejrzyście. Igort, jedna z ikon alternatywnego komiksu europejskiego znudził się fikcyjnymi historiami. Spakował manatki, pojechał na Ukrainę, wziął do ręki małą kamerę video i  chodząc po ulicach miast naszych wschodnich sąsiadów pytał „jak się Panu/Pani żyje”, „Czy jest Pan/Pani szczęśliwa”?Rozmawiał z pokoleniem, które przeżyło komunizm, ale także Wielki Głód. Skonstruował opowieść złożoną z historii prostych ludzi, przeciętnych Ukraińców i dodał do tego tło historyczne. Ale wszystkie relacje czerpał z pierwszej ręki.

„Dzienniki rosyjskie” są inne. Opowiadają o wojnie czeczeńskiej i jednocześnie o losach słynnej reporterki i dziennikarki Annny Politkowskiej. Właściwie nie wiadomo, który temat jest dla Igorta ważniejszy i my czytając „Dzienniki rosyjskie” też się tego nie dowiemy. Dowiemy się natomiast, że Igort jest pod ogromnym wrażeniem odwagi, poświęcenia i walki, jaką Politkowska toczyła z rosyjskimi władzami. Dlatego, choć często patrzymy na Czeczenię oczyma ofiar wojny – zarówno czeczeńskich cywilów, jak i młodych, naiwnych rosyjskich żołnierzy, losy Politkowskiej wciąż wysuwają się tutaj na pierwszy plan. Trochę to niepotrzebnie – każdy, kto interesuje się Rosją i Wschodem (a zakładam, że te osoby sięgną po komiks) znają sprawę doskonale i o wiele cenniejsze dla czytelników byłoby, gdyby Igort przyjął strategię zastosowaną w „Dziennikach Ukraińskich”. Tutaj jednak tego nie robi. Nie wiemy też niekiedy, czy zilustrowane przez niego relacje pochodzą z pierwszej, czy z drugiej ręki – ilustruje np. opowieść żołnierza zamieszczoną na internetowum forum weteranów.

Czy z „Dziennków rosyjskich” dowiemy się o wojnie czeczeńskiej czegoś więcej niż np. z „Wież z kamienia” Wojciecha Jagielskiego czy „10 kawałków o wojnie” Arkadija Babczenki? Zdecydowanie nie, ale dla Igorta (tak twierdzi on sam) to nie literatura, ale filmy dokumentalne są punktem odniesienia dla jego rysunkowych reportaży. Dlatego wielość, złożoność informacji nie są tu tak istotne, jak intensywność emocji, jaki będą nam towarzyszyć podczas lektury „Dzienników rosyjskich”. A będą to rzecz jasna emocje trudne. Przemoc, bestialstwo i niezwykle wyrafinowane okrucieństwo przedstawione w kadrach Igorta są niezwykle oburzające i przerażające. I gdy mówi się, że jeden obraz zastępuje tysiące słów, to powiedzenie to jest wyjątkowo celne w przypadku rysunków Włocha. Patrząc na plansze będziemy czasem czuć się tak, jakby ktoś ciął nas brzytwą po oczach. Moc obrazów Igorta jest wielka (surowa i bezceremonialnie drapieżna kreska). Szkoda tylko, że twórca nie zapanował przy tym nad spójnością swojego komiksu. Jak gdyby sam nie wiedział, co wybrać: opowieść o Politkowskiej czy o zwykłych Rosjanach i Czeczenach.

Igort, Dzienniki rosyjskie. Zapomniana wojna na Kaukazie, Timof i Cisi Wspólnicy, Warszawa 2013, s. 173, cena okładkowa: 79 zł

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. to trochę jak w przypadku hugo-badera. nie wiadomo, co jest relacją z pierwszej ręki, co jest „zasłyszaną” historią. warto kupić? czy jest w twardej oprawie?

  2. W miękkiej. A czy warto kupić? To zależy, czego się oczekuje. Lepiej jednak zacząć od „Dzienników ukraińskich”

css.php