Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem

10.12.2012
poniedziałek

Brazylijski serial fantasy, czyli nowe Thorgale

10 grudnia 2012, poniedziałek,

Po lekturze „Dłoni boga Tyra” oraz „Czynu godnego królowej” (w szczególności tego drugiego tytułu) można zatęsknić nawet za najsłabszymi scenariuszami Van Hamme’a. Poboczne serie „Thorgala” to bowiem kopalnia kuriozalnych pomysłów.

Wychowałem się na „Thorgalu” i zawsze bardzo lubiłem te serię. Do dziś sądzę, że takie odcinki jak „Aricia”, „Władca gór” czy cykl związany z Krainą Qa to jedne z najciekawszych komiksów fantasy, ale wszystko ma swój początek i koniec. Szkoda, że „Thorgal” nie podlega tej zasadzie. Co prawda jestem w stanie zrozumieć decyzję Rosińskiego, żeby uruchomić tzw. „Światy Thorgala” i robić poboczne cykle, w których główne role będą odgrywać drugoplanowe postaci: Jolan, Louve i Kriss de Valnor. Jest to racjonalne od strony biznesowej (dziś wszystko traktuje się jak markę, dlaczego zatem nie „Thorgala”), a i artystycznie może być to ciekawym eksperymentem.

rys. Surżenko

Graficznie ów eksperyment wypada całkiem nieźle. Zarówno Surżenko jak i De Vita to bardzo sprawni, realistyczni rysownicy i udało im się osiągnąć dość ciekawy efekt:  z jednej strony ich kreska utrzymana jest w klimacie prac Rosińskiego na tyle, że bardzo pasuje do cyklu, a z drugiej, każdy z artystów ma swój własny styl. De Vita trochę bardziej ekspresyjny a Surżenko – bardziej drobiazgowy, choć czasem może wydawać się zbyt sztywny. Niemniej „Czyn godny królowej” oraz „Dłoń boga Tyra” ogląda się z przyjemnością. W szczególności ten drugi album, w którym Surżenko z dużą fantazją wizualizuje królestwo boskiej bestii – czarnego, gigantycznego wilka Fenrira.  Fani mitologii nordyckiej powinni być zadowoleni.

rys. De Vita

Gorzej, gdy wgłębimy się w fabułę obydwu tytułów, która przypomina brazylisjką telenowelę. Musimy być dobrze zorientowani co ktoś komuś dawniej  powiedział i zrobił , żeby czytać rzecz z przyjemnością, a już w szczególności scenariusz Sente w „Czynie  godnym królowej” roi się od kuriozów. Nie chcę tu zdradzać szczegółów i wprowadzać spoilerów, dość powiedzieć, że z krwiożerczej i ambitnej Kriss robi nam się niezwykle praworządna wojowniczka i cały urok tej postaci pryska, a bohaterka zostaje spłaszczona. Ciekawie zapowiada się jedynie (co zapewnie dojdzie do skutku w kolejnej części) starcie wikingów z chrześcijańskim światem, o ile Sente znowu czegoś nie przekombinuje. Zapewne fani Thorgala sięgną  po obydwa albumy, choć ja nie potrafię się nimi zachwycić, a im więcej jest tu zaskakujących zwrotów akcji, spiętrzenia dziwnych zdarzeń i spotkań kolejnych kumpli i rodziny Thorgala, tym mniej chce mi się to czytać. Brakuje jeszcze tylko pobocznej serii z przygodami psa Jolana – Muffa. Choć wcale nie zdziwię się, gdy kiedyś zobaczę jakiś komiksowy one shot dla dzieci o tym kudłaczu.

Surżenko (rys.), Yann (scen), Thorgal. Louve: Dłoń boga Tyra, Egmont, Warszawa 2012, s 48, cena: ok 30 zł (twarda oprawa)

De Vita (rys.), Sente (scen.), Thorgal. Kriss de Valnor:  Czyn godny królowej, Egmont, Warszawa 2012, s.48, cena ok. 30 zł (twarda oprawa)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. „że z krwiożerczej i ambitnej Kriss robi nam się niezwykle praworządna wojowniczka i cały urok tej postaci pryska, a bohaterka zostaje spłaszczona” było to powiedziane w 2. tomie wyraźnie, że Kriss, jak muchę ukatrupi, to straci wiele. Jej zmiana (nie czytałem jeszcze) nie jest bezcelowa.
    pozdrwiam
    Filip

  2. Jasne, tak było w poprzednim tomie i to ma konsekwencje w tomie najnowszym, ale… no właśnie nie mogę zdradzić, żeby nie robić spoilerów… cała tak zabawa w co może, a czego nie może Kriss jest przekombinowana

  3. No właśnie. dla mnie Thorgal to oooogromny sentyment i wspaniała seria. Szesnastoodcinkowa. (W porywach siedemnasto-). To co potem – cóż, z przyzwyczajenia czytam, ale traktuję jako „wariację na temat”, żeby nie psuć sobie radości z serii.
    Wg mnie urok Thorgala (1-16) polegał właśnie m.in. na tym, ze niektóre wątki nie były podomykane, co zostawiało pole do spekulacji i wyobraźni. I to była całkiem inteligentna zagrywka, dobrze świadcząca o scenarzyście.
    A późniejsze nachalne wyjaśnianie wszystkiego, każdego szczegółu, co-kto-kiedy, tylko zbanalizowało całość i odarło ją z jakiejkolwiek tajemniczości. Wszystko okazuje się trywialne i proste jak konstrukcja cepa.
    Tej oceny nie zmienia sztuczna zawiłość fabuły. Throgale „prawdziwe” też potrafiły mieć ciekawą, wielopoziomową fabułę, ale były – w realiach thorgalowego świata – prawdopodobne, „do uwierzenia” (zwłaszcza jeśli chodzi o motywacje bohaterów).
    No cóż. To tyle gadania i narzekania, a i tak się zaopatrzę w obie nowości:)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Robi się faktycznie taka telenowela, ale w sumie porównując do serii z np. Marvela to żadne novum w świecie komiksu, a jednak Thorgal mi bliższy niż serie za oceanu 🙂

  6. Oczywiście, że nie jest to nic nowego, ale akurat tego zza oceanu do europejskiego komiksu nie warto przenosić. Choć z drugiej strony tego typu polityka mnożenia bytów miała już wcześniej miejsce w cyklu Troy,

  7. Zgadzam się w całej rozciągłości. Niedopowiedzenie jest zawsze bardziej fascynujące dla czytelnika niż przegadanie. Dobrze, że chociaż graficznie seria nadal daje radę.

  8. Hm, jakoś też mam wobec neo- i okołothorgalszczyzny uczucia mieszane; niby poziom graficzny nie spada – zresztą w przypadku Rosińskiego nigdy nie można było mówić o regresie formy artystycznej z biegiem lat, a wręcz przeciwnie; ale z drugiej strony, w sferze tematycznej chyba nawet wyczekiwane starcie północy z chrześcijaństwem fajerwerków nie zapewni. Temat się zmęczył, wyjałowił, zestarzał. Hołubię stare wydania „T” (a genialnych „Łuczników” pod samym sercem), nowe tomy czytam raczej z nawyku. Nadzieja na przyszłość? Film może by zrobili? Niekoniecznie polski, szkoda Aegirsońszczaka by było, jak Wiedźmina.

  9. Oj nie, niedopowiedzenia są ciężkie!!!!
    Na przykładzie Thorgala i postu akalindhorst ciężko mi stwierdzić, co dokładnie miał na myśli.
    -jeśli chodzi o niedopowiedzenia w komiksach z USA to ręce opadają, bo scenarzyści nie współpracują. Dochodzi do sytuacji, kiedy dane wydarzenie nie ma prawa miejsca, bo jego kontinuum jest sprzeczne z innymi wydarzeniami.
    -jeśli chodzi o tasiemce ze wschodu to jest równie wielka spinka. Zazwyczaj błędy są wyłapywane przez najwiekszych twardzieli z różnych forum. Jednak przez te fora wszystkie niedopowiedzenia są wciąż wytykane! Autor w końcu musi je wytłumaczyć!

    Osobiście uważam, że niedopowiedzenia są ok w pojedynczych komiksach/filmach/książkach ale nie w seriach! Seria nie może być serią, jeśli autor pozwala sobie na niezamknięte wątki (oczywiście mam gdzieś co się stało z myszką z kadru 4. w tomie np. 2.). Czytelnicy są przyzwyczajeni do czytania serii i jeśli autor by sobie robił co chciał, straciłby czytelników i możliwość do robienia spin-offów np. do Louve, Kriss i Jolana…

  10. Film, a najlepiej grę video na poziomie „Wiedźmina: Zabójcy królów”. Gdyby to tego wykorzystać cały nordrycko-mitologiczny kontekst Thorgala, jego relacje ze światem bogów mogłaby to być doskonała rzecz.

  11. 1. Oponentka (?) Kriss z kadru rysowanego przez De Vitę wygląda toćka w toćkę jak Denna z serialu Legend of the Seeker. Dowód tu:

    http://ecx.images-amazon.com/images/I/51lhUCwOz3L._SX500_.jpg

    2. Film „Thorgal”? Hm,trochę strach. I nie chodzi tylko o traumę po „Wiedźminie” 🙂 Zdecydowanie lepsza byłaby gra, nawet bliższa „Skyrim” niż swojskiej produkcji CD Projektu.

  12. Faktycznie, podobieństwo wydaje się nieprzypadkowe:)

  13. Ale okładka z grzybami jest przednia :). Psychodeliczny stoner doom pełną gębą.

  14. Filip,
    Co do „niedopowiedzeń”, to chyba kwestia gustu! Ja mam na myśli takie sprawy:
    1. W komiksie – także w serii – powinno być jak w życiu:) W życiu nie jesteś przy każdej rozmowie, nie do końca są dla ciebie jasne motywacje osób które nawet wydaje się, że dobrze znasz. Taka wiedza jest nieosiągalna. Nie znasz wszystkich faktów, właśnie przeciwnie, trzeba działać w warunkach niepewności.
    Była sobie taka fajna postać Kriss de Valnor, zimnokrwista, cyniczna zabójczyni. Prowokująca do stawiania sobie pytań: taka młoda, a już taka zimna, jak to? I mnie osobiście wkurza, jak mi to ktoś tłumaczy jak dziecku, krok po kroku, wyjaśniając nieledwie każdą jej myśl (tej postaci). Po co to?
    Analogicznie: był jakiś statek, kosmici, konflikt, i z nieba spadło pozaziemskie, nie z tego świata dziecko, któremu się przytrafiają niesamowite przygody. I wystarczy, już jest OK! A po co mi dziennik pokładowy tego statku, co kto do kogo powiedział, skąd dokąd leciał? Dla mnie to jest zbędne.
    2. I jeszcze taki wymiar: co było fajne w dwóch pierwszych seriach „Z Archiwum X”? Dla mnie: to, że odcinki stanowiły odrębne całości, zamknięte epizody – a jednocześnie była sugestia, że jest jeszcze coś w tle, jakaś większa truth out there, coś, co się zawsze wymyka i co spaja serię w serię. I znowu – ja bym się właśnie w tym miejscu zatrzymał. Najnudniejsze, najbardziej wtórne odcinki Archiwum to te, które dotyczą bezpośrednio głównego wątku, żmudnie objaśniają i rozbierają na czynniki pierwsze cały ten wielki kosmiczno-ziemski sekret.

    Tak ja to widzę, choć zdaję sobie sprawę, że można mieć tu inny pogląd.
    Czyli – ma być (możliwie) logicznie, ale nie musi być jednoznacznie, kawa na ławę.

css.php