Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem

20.05.2012
niedziela

Hellboy jako Moda na Sukces

20 maja 2012, niedziela,

Najnowszy tom przygód chłopca z piekła niczym w telenoweli łączy wątki z pozostałych odcinków i przedstawia skomplikowane relacje rodzinne głównego bohatera. Nawet Ridge i Brooke nie mieli takich problemów.

Jako wierny czytelnik „Hellboya” mam wysoki próg tolerancji dla jego autorów (wcześniej – autora). W związku z tym, że nie jestem również specjalnie sentymentalny, dość spokojnie przyjąłem nawet to, że od poprzedniego tomu („Zew Ciemności”) rolę rysownika serii przejął Duncan Fegredo, a Mike Mignola – poza tworzeniem scenariusza – ograniczył się do tworzenia koncepcji postaci. Chociaż Fegredo nie posiada aż tak dobrego wyczucia w komponowaniu kadrów na planszach jak Mignola, jego kreska nie ma tego uroczego minimalistycznego, unikalnego charakteru, to klimat serii udało mu się zachować. Przynajmniej w „Zewie ciemności”, który był świetnie napisaną historią, czerpiącą garściami ze słowiańskich wierzeń ludowych. Z „Dzikim gonem” rzecz ma się trochę inaczej, a komiks nie wciąga aż tak bardzo. Przyczyn jest kilka. Każdy fan Hellboya, który mimo swego fanostwa potrafi na swojego ulubieńca spojrzeć z dystansu i krytycznym okiem, dobrze wie, że nie wszystkie historie Mignoli (choć zawsze bardzo zręcznie osadzone w mitach i legendach) były ciekawe. Czasami ograniczały się do schematu: dowiedz się o potworze, znajdź go i ubij. Ale nawet jeśli tak się działo, niesamowita warstwa graficzna, styl rysunków i klimat serii po stokroć wynagradzały ewentualne niedobory fabuły. Z całym szacunkiem dla niewątpliwego talentu  Fegredo, „Dziki gon” pokazuje, że nie jest on aż tak genialny, by w przypadku zgrzytów scenariusza, warstwa graficzna mogła nam je wynagrodzić.

Ponadto w najnowszym komiksie Mignola znów wraca do „wątku rodzinnego” Hellboya,  łączy wydarzenia z różnych tomów w jedną całość, jednak wygląda to trochę jak zabawa w telenowelę grozy. Robi się zbyt poważnie, epicko, patetycznie i wspominkowo. A to dopiero przedsmak do bardziej poważnej awantury i starcia o losy świata między dwiema armiami. Na czele jednej z nich stanie oczywiście diabelski chłopiec. No właśnie. „Hellboy” ma w sobie o wiele więcej uroku w kameralnych, nastrojowych opowieściach niż historiach, gdzie gra idzie o najwyższą stawkę. Z drugiej strony może Mignola chce pozamykać w końcu kilka dawno otwartych wątków, zrobić wielką zadymę, posprzątać po niej i wprowadzić jakiś nowy, świeży pomysł na „Hellboya”? Oby tak się stało. Wszystko okaże się w następnym, pewnie równie epickim tomie zapowiadającym prawdziwe piekło na ziemi.

Mike Mignola (scenariusz), Duncan Fegredo (rysunki), Hellboy. Dziki Gon, Egmont, Warszawa 2012.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. No ja przez tą „telenowelowatość” ograniczyłem się do czytania jedynie one-shotów o Piekielnym, tam Mignoli nic nie ogranicza i bawi się ile wlezie. I podobno właśnie na one-shotach ma się teraz skupić. Oby.

  2. No proszę, to dobra wiadomość

  3. Ja porzuciłem Hellboya na rzecz B.P.R.D. które podoba mi się dużo bardziej.
    Piekielnego chłopca zaś lubię już tylko i wyłącznie w wykonaniu Corbena.

  4. Hellboy + Corben = miazga!

  5. Prawda, a tak przy okazji ciekawe, jakby wyglądał Hellboy rysowany przez Crumba i jakie przygody by przeżywał

css.php