Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem Outline - Blog o komiksie i opowiadaniu obrazem

17.03.2012
sobota

Tintin i ludobójstwo w Kongo

17 marca 2012, sobota,

Drogi czytelniku, zrób na sobie eksperyment. Przeczytaj album „Tintin w Kongo”, potem  książkę „Duch króla Leopolda”, a następnie znów sięgnij po afrykańskie przygody młodego reportera. To będzie dla Ciebie zupełnie inny komiks.

Mówili o tym nawet w TVNie. W 2007 roku kongijski emigrant Bienvenu Mbutu Mondondo, mieszkający w Brukseli wniósł pozew do sądu, by  zakazano sprzedawania „Tintina w Kongo” w Belgii lub wydawano go ze stosownym opracowaniem krytycznym, bowiem zawiera treści rasistowskie. Rozprawa w pierwszej instancji miała miejsce w tym roku. Pierwszy postulat wydaje się przesadzony, ale drugi miał sens. Żeby się o tym przekonać, wystarczy przeczytać niedawno wydaną w Polsce książkę „Duch króla Leopolda” o wyzysku, okrucieństwie i niewolnictwie, jakie zafundował król Belgii swojej prywatnej kolonii (dopóki Leopold żył, rząd Belgii nie miał w Kongo żadnej władzy). Teoretycznie o Leopoldowych praktykach wszystko już wiemy dzięki „Jądru Ciemności” Conrada. Teoretycznie, bowiem jak celnie zauważa autor „Ducha króla Leopolda” powieść polskiego pisarza czyta się jako uniwersalną narrację o władzy, okrucieństwie i zbrodni – nie myślimy o niej jak o  reportażu czy dokumencie. Czytając Conrada nie zdajemy sobie sprawy ze skali zbrodni i ludobójstwa w Kongo, a także z tego, że jego bohater nie był smutnym wyjątkiem. Słowo ludobójstwo czy zbrodnia przeciwko ludzkości w tym kontekście wcale nie są pojęciami anachronicznymi. Tego drugiego pojęcia użył po raz pierwszy niejaki Edmund Dene Morel, który ujawnił Europie poczynania Force Publique – prywatnej armii Leopolda II, posiadającej nieograniczoną władze na podbijanym terytorium. Nietrudno się domyślić, że ów podbój dokonał się rękoma szeregowych żołnierzy pochodzących z Afryki. Książka Adama Hochschilda pokazuje, jak Leopold II, jego urzędnicy, działające w Kongo za jego zgodą firmy i Force Publique stworzyli nieludzki, ale sprawny system pracy niewolniczej. Aby zmusić miejscowe plemiona do nieograniczonej, bezpłatnej pracy, niszczono ich wsie, a także brano zakładników – najczęściej kobiety. Elementem „motywującym” były morderstwa, gwałty, palenie wiosek, biczowanie pejczem ze skóry nosorożca lub obcinanie dłoni – prawdziwy symbol władzy Belgów w Afryce. Drugi symbol to kolej budowana w tragicznych warunkach, trudno dokładnie oszacować, ile osób zginęło w trakcie prac. System działał sprawnie i pozwalał na pozyskiwanie kości słoniowej i kauczuku. Oczywiście w koloniach innych państw przemoc i wyzysk również funkcjonowała na porządku dziennym, ale to, co działo się w Kongo przerasta inne miejsca swoją skalą. Ta skala to blisko 8 milionów ofiar śmiertelnych.

Wiedząc to wszystko, przeczytajmy raz jeszcze „Titina w Kongo”, dziejącego się kilkadziesiąt lat po tych ponurych wydarzeniach. Ale kilkadziesiąt  lat dla ludzkiej pamięci to wcale nie tak dużo. Zestawmy sceny, w których praworządny bohater jest radośnie noszony przez Kongijczyków w lektyce, z opisami strachu przed białymi z „Ducha Króla Leopolda”. Zakrawa to na dość ponury żart. Podobnie scena, w której Tintin jedzie pociągiem przez Kongo (tego symbolu belgijskiej cywilizacji nie mogło zabraknąć), a po wykolejeniu wagonów nazywa Kongijczyków leniuchami. Cóż, mali czytelnicy „Tintina” raczej nie mogli dowiedzieć się ilu „leniuchów” zmarło układając podkłady kolejowe. Ani też jak bardzo miejscowi nie cierpieli belgijskich duchownych, którzy w przeciwieństwie do misjonarzy z innych krajów nie za bardzo chcieli Leopoldowi przeszkadzać. Przykładów można by zebrać jeszcze więcej. Ale na pewno nie znajdziemy na rysunkach Herge’a żadnych starców z uciętymi dłońmi. I właściwie oskarżenia o rasizm nie dotyczą tylko tego, co w tym komiksie widać, ale także problemów, które dla Herge i jego czytelników pozostają. niewidzialne.

Oczywiście można to wszystko jakoś sobie wytłumaczyć. Herge był prostym człowiekiem, kształtowanym w młodości przez nacjonalistycznego księdza Walleza, przesiąknął duchem kolonialnej Belgii. Zawsze możemy dodać „ takie były czasy”, a Herge przecież wstydził się swoich pierwszych komiksów. Z biegiem lat sam je cenzurował. Wstyd nie przeszkodził mu jednak w wielu kolejnych reedycjach „Tintina w Kongo” i zarabianiu na nich.

Właściciele praw do komiksów Herge powinni już oszczędzić mu tego wstydu i faktycznie postarać się o edycje kongijskich przygód z krytycznym komentarzem. Tak jak zrobiono to w Wielkiej Brytanii.

Tymczasem zachęcam do przeczytania „Ducha króla Leopolda”, choć to będzie dość nieprzyjemna lektura. Szczególnie dla fanów „Tintina”.

Adam Hochschild, Duch króla Leopolda, Świat Książki, Warszawa 2012

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Tintin w Kongo to dzisiaj kapitalna ciekawostka, bo obdzierania małpy ze skóry czy wysadzania nosorożca dynamitem raczej już się w komiksach nie uświadczy.

  2. Świetny wpis.

  3. „Tintin w Kongo” to wspaniały komiks – i przykład na trendy panujące w ówczesnych komiksach. Tak się w tamtym okresie rysowało i takie było poczucie humoru. Wystarczy poczytać polskie komiksy prasowe z tego okresu – to samo! Dorabianie ideologii do tego komiksu to jak czepianie się autorów „Bajek z Auschwitz” że tworzyli dla dzieci w obozie koncentracyjnym zamiast siedzieć w kącie i użalać się nad ich losem!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pozew wniósł nie w tym roku, a w 2007. Po tym jak dyrektor Castermana i wszyscy inni, z którymi próbował się dogadać, by zostały zamieszczone w książce informacje o tym co znajduje się w komiksie, zlali go ciepłym moczem.

  6. Pytanie, czy młody, np. 7-letni czytelnik, powinien czytać taki wstęp o tym ludobójstwie. Taki komiks czyta się w tym wieku dla rozrywki a nie w celach edukacyjnych. Trudna sprawa dla fana Tintina, który czytają ten komiks swoim dzieciom – sam nim jestem.

  7. Chodzi jednak o oddanie prawdy historycznej, o terrorze w Kongu Belgijskim nie wie się zbyt wiele. Swoją drogą lekki rasizm Tintina został dobrze sparodiowany we francuskim komiksie i ostatniej animacji „kot rabina”.

  8. Już poprawione, dzięki za uwagę

  9. Tak, Sfar świetnie pokazał Tintina jako pyszałka. Co ciekawe, w „Duchu króla Leopolda, nawet w posłowiu o Tintinie ani słowa

  10. @Tintin: Skoro są już książki dla dzieci poruszające tematykę śmierci czy Zagłady, wyobrażam sobie wstęp napisany dla 7-latka (bez drastycznych szczegółów) tłumaczący istotę problemu. Inne wyjście – odpuścić dzieciakom „Tintina w Kongo” i dać ciekawsze odcinki, które np. świetnie pokazują wartość przyjaźni: „Błękitny lotos” czy „Tintin w Tybecie. Też jestem fanem „Tintina”.

  11. malarz@ Analogia do bajek wydaje mi się kompletnie nietrafiona. Przedwojenne polskie komiksy, owszem, bywały paskudne. Ale nie wydawałbym np. „Uciesznych przygód obieżyświatów” bez wstępu krytycznego. A ideologia w „Tintinie w Kongo” była niestety. Ksiądz Wallez namówił Herge (który w czasach młodości jadł mu z ręki), aby narysował komiks o „potędze” Belgii. Także był to komiks zrobiony w konkretnym celu

  12. Wybór pasków „Bezrobotnego Froncka” ma ukazać się z obszernym komentarzem.

  13. Malarz napisał: „Dorabianie ideologii do tego komiksu to jak czepianie się autorów „Bajek z Auschwitz” że tworzyli dla dzieci w obozie koncentracyjnym zamiast siedzieć w kącie i użalać się nad ich losem!”

    Doprawdy? Tintin to raczej nie bajki dla małych mieszkańców Konga, które miały ich rozbawić, tylko dla małych Belgów, miały w tym przypadku przypomnieć o ich wyższości.
    Jeśli już sięgamy po analogię obozu koncentracyjnego, to raczej owe „Bajki z Auschwitz” byłyby przeznaczone dla pociech SS-manów i opowiadałyby o pracy tatusia w obozie, jego problemach z leniwymi więźniami i złośliwym utrudnianiu przez nich jego wysiłków dla cudownej Rzeszy.
    Nie czepiałbyś się takiego komiksu?

  14. Właśnie czytam „Marzenie Celta” Vargasa, która opisuje m.in. zbrodnie Leopolda II na ludności w Kongo, praktyki stosowane przez Force Publique. Jestem w szoku, chociaż zdaję sobie sprawę, że autor i tak „delikatnie” podszedł do tematu. To przykre i niepojęte jaki los może człowiekowi zgotować drugi człowiek 🙁

  15. Intelligent post! Keep up the awesome work!

  16. Bardzo ciekawy, dobrze napisany tekst. Zachęcił mnie do przeczytania ‚Ducha króla Leopolda”. Niestety po zapoznaniu się z tematem muszę zwrócić uwagę na błędne, niezgodne z definicją używanie słowa ‚ludobójstwo’. To co wydarzyło się w Kongo za rządów Leopolda nie było ludobójstwem, to była zbrodnia przeciwko ludzkości. W błąd wprowadza już znajdujący się na tylnej stronie okładki komentarz Artura Domosławskiego. Możliwe, ze w samej książce pojawia się to określenie, niestety, nie potrafię sobie tego teraz przypomnieć.
    (ten komentarz nie ma być w żadnej mierze złośliwy, chciałabym po prostu zwrócić uwagę na błąd merytoryczny)

  17. nie ma sprawy. Z tego co pamiętam, stwierdzenie „ludobójstwo” pojawia się w pismach ówczesnego działacza społecznego. Ale nie jestem pewien

css.php