Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

10.02.2014
poniedziałek

Miłość nas wyzwoli. Sztuka niekoniecznie.

10 lutego 2014, poniedziałek,

„Syn swojego ojca” nie ma tej siły, co „Fabryka” i „Boska kolonia”. Fanom Presla będzie się podobał, ale jeśli ktoś nie czytał żadnego albumu tego autora, nie powinien zaczynać od „Syna..”.

Choć „Syn swego ojca” to pierwszy pełnometrażowy, niemy album stworzony przez Nicolasa Presla, również we Francji nie został wydany jako pierwszy. Podobnie jak, w Polsce, wcześniej opublikowano „Fabrykę” czy „Boską kolonię”. I szczerze mówiąc, dla twórcy to dobrze, bo „Syn swojego ojca” nie ma w sobie ani tak konsekwentnie wykreowanego, alegorycznego świata jak „Fabryka”, ani też subtelnych niejednoznaczności czy odwołań do europejskiej kultury i sztuki. W przypadku poprzednich albumów, warto było do nich wracać, szukać zgubionych po drodze smaczków. Narracja też płynęła w innym tempie, była wolniejsza, mniej bezpośrednia, mniej oczywista – wręcz wymuszała wolniejszą lekturę. W „Synu swojego ojca” Presl daje niemal wszystko na talerzu – co w moim odczuciu raczej jest wadą.

Historia jest prosta. Ze związku kobiety i niedźwiedzia rodzi się dziecko – chłopiec z głową niedźwiadka. Jak nietrudno się domyślić, nie ma lekkiego życia. Nie należy bowiem ani do świata zwierząt, ani do świata ludzi, choć akurat w  społeczeństwie dwunożnych przyjdzie mu dorastać, chodzić do szkoły, a nawet pójść na uniwersytet. Obserwujemy jego zmagania z ludźmi, którzy okazują się rzecz jasna w większym stopniu zwierzętami niż on sam. Mimo tego, że jest pół-krwi niedźwiedziem zachowuje się jak przykładny obywatel. Wręcz porządny mieszczanin. Dopiero, gdy zaczyna zajmować się sztuką i odwiedza ZOO, łapie kontakt ze swoim niedźwiedzim instynktem. Ale z opresji, ratuje go nie sztuka, lecz miłość.

Brzmi naiwnie, prawda? Niestety tak jest. Poza tym, że „Syn swojego ojca” jest świetnie narysowany, ma kilka ciekawych graficznych metafor, to kłopoty z tożsamością głównego bohatera nie zostały przedstawione w przekonujący sposób, a już na pewno nie za pomocą obrazów, które miałby tę moc i dramaturgię, co w „Fabryce” czy „Boskiej kolonii”. A przecież zwierzęcy instykt to świetny pretekst, by popełnić kilka dramatycznych, mocnych scen. Czytając „Syna…” można mieć wrażenie, że Presl rozprawia się z wszelkimi dylematami, wątpliwościami zbyt szybko, w zbyt oczywisty sposób. Nie jest to ten sam Presl, który zasiewa w nas wątpliwości czy daje nam przestrzeń do wypełnienia własną wyobraźnią.

Nicolas Presl, Syn swojego ojca, Lokator, Kraków 2014.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Ambitne, nie wszystkim przypadnie do gustu…

  2. Jest spoko, dobra kreska. Ale fakt, nie dla wszystkich.

css.php