Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

9.01.2014
czwartek

Czeski błąd, japoński trip

9 stycznia 2014, czwartek,

Przyznam się bez bicia, że lubię lekko nienormalne komiksy, gdzie rzeczywistość miesza się z szaleństwem i surrealizmem. A „Błąd” to ciekawy mix japońskiej mitologii, środkowoeuropejskiej rzeczywistości, sensacyjnej intrygi i halucynogennego odlotu.

Już tytuł daje nam do zrozumienia, że (mówiąc Jankiem Kozą) wszystko będzie źle. Zanim się dobrze nie zacznie, dokładnie wiemy, że okropnie się skończy – paskudnie i podle dla wszystkich bohaterów. A gdy przeczytamy kilkanaście stron, stanie się to dla nas zupełnie oczywiste. Choć powody dokładnie poznamy dopiero pod koniec opowieści, która na całe szczęście – nie ma linearnej fabuły. Wręcz przeciwnie, jest celowo poszatkowana, złożona z puzzli i sprytnie zbudowana. Trzeba oddać autorom (jest tu ich aż czworo), że fabuła i sposób jej konstrukcji (a także ciekawie wprowadzony bohater-narrator siejący spustoszenie w umysłach innych) to najmocniejsza strona „Błędu”.


Warstwa graficzna pasuje do opowieści, choć trudno nazwać ją oryginalną. Mocne kontrasty, zabawa plamą, gęsto od czerni i mrocznie. Chciałoby się powiedzieć, że mrocznie niczym w pierwszych tzw. wordless novel Lyna Warda, ale gdyby ktoś dał mi „Błąd” z okładką owiniętą w szary papier i zakleił nazwiska autorów, byłbym święcie przekonany, że to nowy komiks twórców „Aloisa Nebla”, którzy odrobinę skręcili w stronę graficznego niedopowiedzenia. „Alois Nebel” był pierwszy, więc założę się, że nawet w Czechach obyywa komiksy były ze sobą zestawiane.


Chociaż w tym wypadku to graficzne zestawienie jest tu drugorzędne. O wiele ciekawsze jest zestawienie środkowoeuropejskich krajobrazów, praskich barów, dolnośląskich podróży i typowo czeskich klimatów z japońską legendą. „Błąd” opowiada bowiem o parze kumpli, którzy postanowili ukraść z odległego Nipponu ostatni egzemplarz tajemniczej, wręcz mitycznej rośliny, która okazuje się czymś o wiele potężniejszym niż rośliną i urządza bohaterom potężne pranie mózgu i niesamowity, schizoidalny trip. W „Błędzie” poza ciekawą fabułą, najbardziej interesujące jest zacieranie się granic między tym, co rzeczywiste, a tym co wyobrażone w głowie postaci. Świetna jest także kreacja uzależnionego od heroiny policjanta, któremu narkotyczne odloty otwierają umysł i pozwalają na lepsze prowadzenie śledztwa. Zresztą komiks jako gatunek, w którym wszelkie zniekształcenie świadomości świetnie da się wyrazić w warstwie graficznej ma poważne zasługi w obrazowaniu tego typu opowieści: poczynając od całej tradycji amerykańskiego undergorundu na czele z Vaughnem Bode (niczego chyba nie zrobił bez pomocy prochów) skończywszy na Moebiusie raczącym się „otwierającym świadomość” peyotlem. W „Błędzie” rozczarowuje niestety tylko finał, sprawiający wrażenie, jakby autorom zabrakło już energii, albo byli po prostu zmęczeni całą poplątaną historią, którą stworzyli. Ale pomimo tego „Błąd” to dobra lektura na początek 2014, o ile ktoś lubi komiksy o właściwościach odurzających. A „Błąd” do takich właśnie należy.

Matěj Lipavský, Vojtěch Mašek, Marek Šindelka, Pure Beauty, Błąd, Ha!Art, Kraków 2013, s.300

Ps. Lekiem na całe zło w Błędzie miał być domek nad polskim morzem. Jak się pewnie domyślacie lek nieskuteczny. Choć zimny Bałtyk jako miejsce marzeń to dość zaskakujący, ale wzruszający polską duszę pomysł.

Ps 2. Znów wysypały się kroje pism. Ale przy recenzji komiksu pt. „Błąd” będzie to chyba dość wybaczalne

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Przyznam, że pierwszy raz poczytałam Pana eksperta. Można pozazdrościć wiedzy ale też dość przyjemnego poletka do specjalizacji.
    Ja komiksom z dzieciństwa zawdzięczam poniekąd moją profesję więc będę tu zaglądać częściej. Próbowałam zmęczyć ostatnio „Portugalię” ale jest tak nudna, że stoi w kącie za karę.
    Nudzących się, bezczynnych albo ciekawskich zapraszam na mojego bloga (jeśli wolno na chwilę odwrocić uwagę od Gospodarza tego bloga).
    W przygotowaniu -pean na cześć Lubawy.(Tak, tego grubego babsztyla z Kajka i Kokosza)
    Pozdrawiam

  2. Cóż, może warto spróbować z tą „Portugalią” za jakiś czas. Ani przez chwilę się nie nudziłem

css.php