Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

17.10.2013
czwartek

Koszmary polskie

17 października 2013, czwartek,

Psychopoland”, „Noir” oraz „Ludzie, którzy nie brudzą sobie rąk” opowiadają o polskiej rzeczywistości językiem pełnym gniewu, frustracji i depresji. I czegoś takiego właśnie w polskim komiksie brakowało.

Jakiś czas temu narzekałem, że mamy zbyt mało komiksów, które mówią o polskiej rzeczywistości. To teraz dostałem za swoje. Dostałem potrójnie, bo po lekturze „Pyschopoland”, „Noir” i „Ludzi, którzy nie brudzą sobie rąk” polskość może nam wyjść nosem i uszami. Rzecz jasna ta polskość szara, smutna, podła i pogrążona w depresji, gdzie pije się tanie piwo w bramie, a nie szampana 3 razy dziennie niczym w serialu „Miłość na bogato” (jestem wiernym fanem tej surrealistycznej historii, głównie ze względu na dialogi).

Jako copywriter przeniesiony do rezerwy chylę czoła przed chwytliwym tytułem albumu. A i językowo-fabularna warstwa „Psychopoland” jest jego mocną stroną. Z grafiką już gorzej. Piotr Białczak posługuje się poprawną (choć czasem nierówną i pozbawioną autorskiego charakteru) realistyczną kreską, ale jest nazbyt skrupulatny w wizualizowaniu szczegółów (drugi plan nie musi być w końcu aż tak wyraźny), przez co kadry cierpią na mały horror vacui i momentami historię czyta się mało płynnie. Za to sama historia kopie prosto w twarz. Znajdziemy w niej to wszystko, co znamy z absurdalnej, polskiej codzienności, tylko podniesione do potęgi i zbrutalizowane. Można mieć wrażenie, że autorzy wylali na plansze „Psychopoland” cały swój gniew i frustracje. I co ciekawe wyszedł im z tego dobry komiks. Główny wątek fabularny jest prosty. Do szeregowego, a zarazem uczciwego urzędnika przychodzi biznesmen. Bierze udział w przetargu budowlanym, ale zapomina dostarczyć zaświadczenia z ZUSu. Tłumaczy, że ma chorego syna i stąd całe zamieszanie. Urzędnik traktuje to wyjaśnienie jako kiepskie kłamstewko cwaniaka i trzymając się przepisów wysyła biznesmena na drzewo. I w tym momencie zaczyna się piekło i zbrodnia – piekło dla wszystkich bohaterów tej historii. Z resztą w „Psychopoland” piekłem jest cała Polska – urząd, komisariat policji, szpital, autobus. Duet Chmielu i Potr Białczak potrafi stworzyć nie tylko mocną, sensacyjną fabułę, ale także podpiąć pod nią liczne poboczne, socjologiczne wątki z rozbrajającymi dialogami. W Psychopolsce widzimy chorych ludzi leżących w szpitalu na korytarzu, a pielęgniarka oświadcza pacjentowi: „Nie możemy podać Panu krwi, bo panu nie przysługuje. Wezwać księdza?” W innej scenie policjant mówi do swojego przełożonego, że przyśle mu nowego, młodego i zdolnego człowieka. „Młody i zdolny? To powiedz mu, że spierdalał z Polski” – odpowiada starszy rangą oficer. A to tylko kilka wybranych kwiatków z szalonej Psychopolski.


O ile podstawowe emocje w komiksie Chmiela i Białczaka to frustracja i gniew tak dyptyk „Noir”(rys. Stefaniec, scen. Stefaniec, Bogacz) oraz „Ludzie, którzy nie brudzą sobie rąk” (Stefaniec) to dwa doskonałe komiksy, które sponsoruje literka D jak depresja i dwuznak SZ jak szaleństwo. Tym samym, w moim odczuciu, Stefaniec dzięki nim wchodzi do pierwszej ligi polskiego komiksu, co zapowiadały już „Szelki”. Ale mam wrażenie, że albumy Wojciecha Stefańca paradoksalnie w czerni-bieli mają o wiele większą siłę wyrazu niż w kolorze. Jak zapewniał mnie sam autor (wysłałem maila, aby być 100% pewnym) , nad „Noir” i „Ludźmi” pracował jedynie przy pomocy tuszu i pędzelka, ale jak wiadomo (choćby dzięki takim twórcom jak Edmond Baudoin) to wystarczy, żeby osiągnąć świetny efekt. I świetny efekt udało się osiągnąć również Stefańcowi. W zależności od potrzeb kreska jest raz bardziej, raz mniej realistyczna, Stefaniec wspaniale operuje także plamą i kontrastem – przedstawiając zarówno ludzi, jak i ulice Warszawy, gdzie dzieje się akcja. Słowem – dorobiliśmy się chyba polskiego Baudoina, tyle, że grzebiącego się w rodzimym rynsztoku. Historia „Noir” to opowieść jak z porządnego dramatu. Obserwujemy losy wziętego pisarza kryminałów, autora powieści „Podwójny nelson zdrady”. Pewnego dnia realne życie miesza mu się z kreacją artystyczną, a co najgorsze jego los pisze mu tak paskudny scenariusz, jakiego sam nigdy by nie wymyślił. I to pomieszanie fikcji z prawdą jest tu mistrzowsko poprowadzone. Nie mogę rzecz jasna zdradzić szczegółów. Wystarczy powiedzieć, że chodzi o rodzinną tragedię. Depresyjny, szalony scenariusz dopracowano ze szczegółami: Łukasz Bogacz i Wojciech Stefaniec bawią się chronologią wydarzeń, nakładają strumień świadomości głównego bohatera (a zarazem narratora) na to, co widzimy w kadrach (nie są to rzeczy tożsame) i wspaniale portretują naszą polską codzienność, zwykłych ludzi, ich rodzinne zaszłości, problemy, nieprzepracowane konflikty. Podobnie jak w „Psychopoland” tak i w dyptyku „Noir” – „Ludzie..” mamy sceny chyba wszystkim znane z autopsji, jak choćby genialnie rozmowy z taksówkarzami o życiu. Przy czym w porównaniu do „Psychopoland” Bogacz i Wojciech Stefaniec zrobili dojrzalsze prace. Ale wszystkie trzy albumy wypełniają w naszym komiksie lukę, bo przyklejają się do polskiej rzeczywistości. Mówiąc wprost, brakowało mi takich albumów. I wszystkie 3 nadają się na niezłe ekranizacje. Słyszycie, polscy filmowcy?

Chmielu (scenariusz), Piotr Białczak (scenariusz, rysunki), Psychopoland, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2013

Wojciech Stefaniec (rysunki, scenariusz), Łukasz Bogacz (scenariusz), Noir, Timof Comics, Warszawa 2013

Wojciech Stefaniec (rysunki, scenariusz), Ludzie, którzy nie brudzą sobie rąk, Timof Comics, Warszawa 2013

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Wszystkie trzy aż tak dobre? Zdecydowałem się tylko na zakup Noir, ale widzę, że będę musiał zastanowić się nad resztą.

  2. Jeśli miałbym ustawić je w kolejność od najlepszego to: 1 – Noir, 2 – Ludzie, 3 – Psychopoland (tu trzeba przełknąć kreskę)

  3. Trochę nie rozumiem dlaczego porównujesz kreskę Stefana akurat z komiksami Baudoina skoro oprócz używanego narzędzia nic ich formalnie nie łączy. Stefanowi bliżej jest już bardziej do amerykańskich rysowników takich jak Jason Shawn Alexander czy Patric Reynolds czerpiących prosto z Billa Sienkiewicza czy McKeana.

  4. A nie bardzo rozumiem ten zachwyt literaturą dla dzieci i młodzieży. Ale może ja się tylko nie znam.

css.php