Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

17.09.2013
wtorek

Pssst. Tylko nie mów, że Sieńczyk robi komiksy

17 września 2013, wtorek,

 

Gdy jeden dziennikarz czepia się drugiego, zawsze jest to podejrzane i ryzykowne.Ale zaryzykuję, ponieważ bardzo się cieszę, że Maciej Sieńczyk trafił do finału Nike, ale nie cieszę się, gdy Dorota Jarecka stara się go z komiksu za uszy wyciągnąć.

Czytając tekst Doroty Jareckiej na Wyborcza.pl „Przygody na bezludnej wyspie” Sieńczyka. Komiks w finale Nike. przecierałem oczy ze zdumienia. Czułem się, jakbym nagle trafił do jakiegoś wehikułu czasu, który przeniósł mnie co najmniej 10 lat wstecz. Z roku 2013 do 2003, gdzie o różnorodności estetycznej komiksu, poza fanami gatunku, mało kto słyszał. Tylko, że dziś mamy 2013 rok.

Mamy Internet, Amazon, księgarnie zaopatrzone w zagraniczne komiksy (na przykład ta przy warszawskim MSNie). Przerobiliśmy już zachwyty nad tak nietuzinkowymi twórcami komiksowymi jak Martin Tom Dieck, Anke Feuchtenberger, Eric Lambe, Lorenzo Mattotti czy Brecht Evens i wielu innych. Dorota Jarecka najwidoczniej ich przegapiła. Gdyby tak nie było, nie zastanawiałaby się, czy Maciej Sieńczyk robi komiksy. Nie nazywałaby ich błyskotliwymi, rysunkowymi opowiastkami, Nie pisałaby, że są z braku innego określenia nazywane „komiksami”, ani, że Sieńczyk używa języka komiksu, ale jego sztuka nie jest ani łatwa, ani masowa. Stawianie dziś znaku równości między komiksem a masowością zakrawa już na ciężką ignorancję. Co szanowanej i cenionej krytyczce sztuki nie przystoi

Bo prace Sieńczyka nie potrzebują innego określenia niż komiks. To są komiksy, w większym stopniu nawet niż zaliczany w poczet komiksiarzy Martin Tom Dieck. A i sam Sieńczyk nazywa swoje prace komiksami. Ale to jednak nie wystarczy, by w końcu zrozumieć, że w tej dziedzinie sztuki – tak jak w każdej innej – jest miejsce na główny nurt, artystyczną konsewrę i awangardę.Z drugiej strony może Maciej Sieńczyk i czytelnicy komiksów powinni być za to omijanie słowa „komiks” Dorocie Jareckiej wdzięczni. Bo jeśli jurorzy uświadomiliby sobie, że naprawdę mają do czynienia z rasowym komiksem, to Nike ominie Sieńczyka szerokim łukiem. A tak, jako rysunkowa opowiastka ma na główną nagrodę sporą szansę.

Ps. Ostatnio rozmawiałem z kolegą, który zachwycał się nad wyjątkowością językową Sieńczyka i dodał, że takich zabaw słownych w komiksie nigdy wcześniej nie było. Zapytałem go czy zna „Krazy Kata”. Nie znał.

rys. autoportret Macieja Sieńczyka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. Komiks w Polsce chyba nigdy nie pozbędzie się piętna „kolorowych zeszytów”. Bardzo cenie to co robisz dla komiksu w Polsce, ja bym nie dał rady ustosunkować się do postulatów takich jak: „Sieńczyk używa języka komiksu, ale jego sztuka nie jest ani łatwa, ani masowa”. Nawet przeklejenie tego tutaj przyszło mi z dużym trudem.

  2. literówka się wkradła – dziedzinie, nie dzidzinie

    Also: Sieńczyk wprawdzie przyznaje się do robienia komiksów, ale już np. w wywiadzie dla Wyborczej (z okazji pierwszej nominacji, nie wejścia do finału) mówił, że czuje się jak twórca literatury.

  3. Gdy robiłem z nim wywiad do książki mówił o komiksach, w innych wywiadach też mówił o komiksach. Może tak często mówią mu, że nie robi komiksów, że czasem zmienia zdanie:). Opowiadania też pisał.
    A co do piętna. Niby go nie ma, ale przy takich sytuacjach poważnych, jak w przypadku Sieńczyka, znów się pojawia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Podpisuję się obiema łapami. Ci co maja wiedzieć, że to jest bezdyskusyjnie forma komiksowa – wiedzą. Kilkadziesiąt lat temu środowisko „znawców sztuki” powszechnie twierdziło że fotografia abstrakcyjna nie jest fotografią. 😀 Trzeba wspierać nominację Sieńczyka. Spread the word!

  6. „Ci co mają wiedzieć, wiedzą” – to trochę za wąskie grono niestety:(

  7. „Sieńczyk wprawdzie przyznaje się do robienia komiksów, ale już np. w wywiadzie dla Wyborczej (z okazji pierwszej nominacji, nie wejścia do finału) mówił, że czuje się jak twórca literatury.”

    Być może, podobnie jak Szyłak, uznaje komiks za literaturę?

  8. Być może tak.

  9. „Ci co mają wiedzieć, wiedzą”- to chyba z jednego z komiksowych „dymków”. Prawie jak: pozdro dla kumatych.
    Brawo!

  10. Bardzo spodobało mi się sformułowanie „w tej dziedzinie sztuki – tak jak w każdej innej – jest miejsce na główny nurt, artystyczną konsewrę i awangardę”.
    Ale z kolei stwierdzenie ” Stawianie dziś znaku równości między komiksem a masowością zakrawa już na ciężką ignorancję” w kontekście tego pierwszego nie do końca ma sens (albo wypadałoby je doprecyzować). W komiksie jest miejsce i na masowość w postaci stereotypowego supermena czy kaczora donalda jak i na całkiem ambitne graphic novels.
    Co zresztą jest całkiem korzystne że dziedzina ta jest tak szeroka. Więc ten kto dostrzega masowość w komiksie nie jest tam znowu ignorantem, ignorantem byłby gdyby widział tylko to (no ale możliwe że autor to właśnie miał na myśli).
    Sytuacja z komiksem jest podobna jak np z filmem animowanym (animacją) a kreskówką. Od lat artyści animatorzy próbują uwolnić się od łatki robienia bajeczek. Dlatego zamiast kreskówek mają słowo animacja, które im w tym pomaga, nobilituje. Natomiast komiks ma graphic novels które także nobilitują, ale problem w tym że w języku polskim nie upowszechniło się sformułowanie które byłoby dobrym odpowiednikiem tego terminu (chyba że się mylę. W prawdzie jest powieść graficzna ale chyba nie jest znana wielu ludziom). Ludzie tak działają że czasem trzeba im dać inną nazwę by przestali operować stereotypem.
    Co ciekawe jeśli chodzi o film wogóle to wszyscy wiedzą że jest kino ambitne i kino masowe (shitowe 🙂 i nie ma problemu. Jakość łatwo łyknąć to że medium nie jest tu kryterium lecz wykonanie/treść. Z komiksem i animacją jakość ciągle się to nie udaje (przynajmniej w Polsce), jakby sama nazwa medium odrazu określała zawartość.

  11. Pisząc ” Stawianie dziś znaku równości między komiksem a masowością zakrawa już na ciężką ignorancję” miałem na myśli właśnie to, że medium nie jest kryterium.

  12. Pozdro dla kumatych!
    Pisząc że ci co maja wiedzieć, wiedzą, nie chciałem odwoływać się do żadnej elitarności, gettowości i innych nieprzyjemnych ości. Róbmy swoje, wiedzmy swoje. Normalny dialog mógłby byc taki:
    – Czytałeś Sieńczyka?
    – Tak, swietny. Nie myslałem że są takie komiksy.
    – Mnie pozamiatał, ale dla mnie to nie jest komiks.
    – Spoko.
    Nie ma przymusu posługiwać się ta sama terminologią, nawet w takich bazowych kwestiach jak komiks czy nie komiks. Oczywiście jest wygodnie i praktycznie kiedy wszystko leży w swoich przegródkach, ale to nie powinien być cel sam w sobie – stworzyć kryteria które naukowo i pewnie pozwolą rozstrzygnąć czy mamy do czynienia z komiksem czy z nie-komiksem. Właśnie ta „szara strefa” jest z reguły najciekawsza, a eksperymenty z pogranicza dyscyplin stymulują rozwój medium. Jeżeli mamy się o coś spierać to o wartość konkretnych dzieł. Peace!

  13. Jak coś: ” [Maciej Sieńczyk] W 2013 r. jako pierwszy w historii twórca komiksu został nominowany do Nagrody Literackiej Nike za album Przygody na Bezludnej Wyspie” Tako rzecze Wikipedia.

  14. UkrytygaWROn – Wikipedia to akurat problematyczne źródło. Z Sieńczykiem jest trochę tak, jak z „Przybyszem” Shauna Tana. Dla mnie oczywiste jest, że to komiks. Komiks niemy. Natomiast już kilka razy słyszałem, że to picturebook.

  15. Sebastian, „wszyscy” wiedzą że Wikipedia to wiedza popularna. I o to mi szło.

  16. „Nikt mnie jeszcze nie przekonał, że komiks daje głębsze intelektualnie, psychologicznie etc. opisy świata niż powieść, choćby nawet nazywano go dla niepoznaki powieścią komiksową. Jeszcze nie! To sztuka uproszczona, świat pop kultury, ważny, zasługujący na poważne traktowanie, ale to jeszcze nie jest prawdziwa sztuka ani pod względem wizualnym ani werbalnym”. – Leszek Bugajski – Dziennikarz działu Kultura (Newsweek Polska). Link do całości (http://opinie.newsweek.pl/nagroda-nike-joanna-bator-newsweek-pl,artykuly,272022,1.html)

  17. Dyskutowaliśmy wczoraj o tym na fanpage’u Outline, bo nie miałem serca i siły by pisać o tym na blogu czegoś dłuższego.

  18. „Stawianie dziś znaku równości między komiksem a masowością zakrawa już na ciężką ignorancję.”

    Kilkakrotnie o mnie i moim blogu wspominano określając mnie jako kogoś „piszącego o popkulturze”. Flaki mi się zawsze od tego wylewają i czuję się jakbym dostał rybą po pysku.

    Teraz może jest trochę więcej trykotów* i Francuskich czytadeł na Arkham niż zwykle, a i o komiksach dla dzieci zdarza mi się napisać (są powody, bo przecież więcej się tego ostatnio ukazuje) ale przez ostatnie lata pisałem głównie o komiksie artystycznym. Gdy ktoś pisze o Beli Tarrz, Bergmanie i Angelopulusie nikt go tak nie scharakteryzuje tylko z robi z niego poważnego „pana od kultury”.

    Ja nawet nie lubię Gwiezdnych Wojen a na co dzień słucham muzyki współczesnej, awangardy, ambientu itd (no ok, jeszcze quasi-folkowej i black metalu). Ale piszę o komiksie, więc musowo jestem człowiekiem od popeliny.

    *ale i tak większość z nich to mniej znane komiksy Moore’a

  19. Pewnego razu, na przyjęciu w Londynie, zagadałem się z pewnym znanym redaktorem działu recenzji z jednej z większych londyńskich gazet. Rozmawiało nam się miło i sympatycznie, aż do czasu, gdy spytał mnie, jak zarabiam na życie. „Piszę komiksy”, odpowiedziałem, i od razu zauważyłem, jak zainteresowanie redaktora maleje, tak, jakby moja profesja była czymś niegodnym jego uwagi. Jednak z uprzejmości zdecydował się on kontynuować naszą rozmowę, „Ach tak? A jakie komiksy napisałeś?”, wymieniłem więc kilka z moich tytułów, a on potakiwał przy nich głową. Moją wypowiedź zakończyłem tak: „Napisałem też coś takiego jak „Sandman””. W tym momencie mój rozmówca ucieszył się i powiedział „Hej, poczekaj. Wiem, kim jesteś. Jesteś Neil Gaiman!”. Przyznałem, że to ja. „Mój Boże, ty nie piszesz komiksów”, powiedział redaktor, „Ty piszesz powieści graficzne!”. Chciał, jak przypuszczam, sprawić mi komplement. Ale ja, nagle, poczułem się jak ktoś, kto został poinformowany, że tak naprawdę nie jest prostytutką, ale damą do towarzystwa.
    Anegdotka Neila Gaimana w takich sytuacjach zawsze spoko 😉

css.php