Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

15.07.2013
poniedziałek

Profanum 2 i dwa wyjątki

15 lipca 2013, poniedziałek,

W drugim numerze „Profanum” liczą się tak naprawdę dwa komiksy – kolejna odsłona „Buca Kartofla” i „Robaczywe jabłka” – historia o polskim zaduchu, agresji i piekiełku. Reszta mogłaby dla mnie zupełnie nie istnieć, choć są tylko lub aż (w zależności od punktu widzenia) zwykłymi, porządnymi czytadłami.

Zacznijmy od faktów. Pierwszy numer „Profanum” został wydany w standardowym jak na polski magazyn komiksowy nakładzie (250 egzemplarzy) i sprzedał się tak szybko, że redakcja zdecydowała się na numer drugi. I jeszcze zrobiła dodruk jedynki. Jak na warunki rodzimego rynku komiksowego, który wobec tych liczb warto raczej określić ryneczkiem – jest to niewątpliwy sukces. Oznacza to mniej więcej tyle, że czytelnicy pożądają poprawnie napisanych i porządnie stworzonych historii. Nie muszą być oryginalne, mogą być wręcz wtórne, a nawet nudne i notorycznie eskapistyczne, ale swoich czytelników znajdą. I w sumie nie ma się co dziwić. Ponad 100 stron za kilkanaście złotych to super value for money.Ale jeśli ktoś szukał w „Profanum” komiksu progresywnego, bardziej autorskiego (wyróżniał się „Buc Kartofel”), eksperymentalnego, wyznaczającego nowe trendy, podejmującego estetyczne ryzyko – pierwsze „Profanum” to nie był magazyn dla niego. To raczej magazyn konserwatywny, 100% polski komiks jak z końcówki lat 90-tych. I nie myślę tu rzecz jasna o „Produkcie”.

Piszę to wszystko, bo drugi numer „Profanum” właściwie pod tym względem się nie zmienił. Zachował ten sam klimat i ten sam porządny rzemieślniczy poziom. Jednym to wystarczy, dla mnie to o wiele za mało. Z tym, że drugi numer ma dwa wyjątki, dla których ludzie omijający szerokim łukiem komiksy rzemieślnicze i grzeczne jak dobry uczeń w podstawówce powinni się „Profanum 2” zainteresować. Pierwszy wyjątek to druga odsłona „Buca Kartofla” Tomasza Grządzieli, młodego autora, który wyrasta na flagowego twórcę i znak firmowy „Profanum”. Zresztą taka jest rola dobrego magazynu komiksowego – ściągnąć do siebie mniej znanego twórcę, pozwolić mu się rozkręcić na swoich łamach, by później był dobrze kojarzony z danym tytułem. Przygody „Buca Kartofla” to lekki, świetnie narysowany i dowcipny kryminał z bardzo spójnym i konsekwentnie budowanym światem, zamieszkanym przez antropomorficzne owoce i warzywa. Grządziela świetnie bawi się stworzoną przez siebie konwencją, zarówno na poziomie językowym, jak i graficznym, ma subtelne i niebanalne poczucie humoru. Aż chciałoby się przeczytać cały album o przygodach „Buca Kartofla”.

Drugi wyjątek spośród grzecznych uczniów szkoły polskiego komiksu rodem z końcówki lat 90-tych to „Robaczywe jabłka” Daniela Gizickiego i Krzysztofa Małeckiego. To ponura, a jednocześnie wiarygodna opowieść o mentalności przeciętnego Polaka, zawiści i braku współczucia. Historia mocna, której wymowę osłabia niestety cartoonowa i zbyt lekka kreska Małeckiego (choć jak najbardziej profesjonalna), niepasująca za bardzo do tematu. Czytając „Robaczywe jabłka” cały czas wyobrażałem sobie tę opowieść narysowaną przez kogoś innego: myślałem o lubującym się w polskich podłościach Wojciechu Stefańcu, ale pasowałby też Piotr Michalczyk, który w „Profanum 2” rysuje do scenariusza Grzegorza Janusza. Wróćmy jednak do historii „Robaczywych jabłek”. Mamy śląskie miasto, w którym nagle pojawia się tajemniczy morderca. Zbrodniarz za cel obiera sobie ludzi z marginesu społecznego – najczęściej bezdomnych pijaków. Takich, których losem nikt się nie przejmuje. Co ciekawe, przez media i mieszkańców miasta otrzymuje przydomek „śląski społecznik”, a ludzie w sieci proszą go o „pomoc”, by zlikwidował kolejnych bezdomnych, którzy zatruwają im życie, choćby żebrząc pod ich domami. Gizicki przedstawia przerażającą, ale prawdopodobną sytuację obrazującą polską mentalność, pogardę dla słabszych, agresję, zawiść i brak szacunku dla życia. Tworzy też doskonałą panoramę postaci, na czele z cyniczną dziennikarką, dla której ludzka tragedia to wspaniała trampolina do własnej kariery. Gizicki napisał ciekawą historię, aż szkoda, że nie rozwinął jej bardziej i nie zmienił w samodzielny album.

O reszcie komiksów zawartych w „Profanum” nie chcę pisać. Nie dlatego, że są słabe, bo to nieprawda. Ale dlatego, że nie wywołały u mnie żadnych emocji, nie poruszyły, nie rozbawiły, nie pozostawiły niczego. Kadry wpłynęły jednym okiem, a wypłynęły drugim.

Jestem tylko ciekaw, jakie będzie następne „Profanum” i w jakim kierunku podąży.

Profanum 2 (różni autorzy), Dolna Półka, Warszawa 2013, s.126

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. co to znaczy, że to 100% polski komiks jak z końcówki lat 90-tych? nie jestem komiksiarzem, więc nic mi to nie mówi.

  2. to znaczy, że są to historie utkane z eskapistycznych, fantastycznych wątków albo siedzące w jakimś gatunku (np. kryminał) i wpisujące się w ten gatunek bez próby zmieniania go, żartowania z niego, modyfikowania itp.

  3. Na co dzień czytuję całkiem sporo komiksów amerykańskich, hiszpańskich i węgierskich. Szczerze pisząc większość z tych publikacji z powodzeniem lokuje się w wyżej wspomnianej definicji; zwłaszcza w kontekście zachowania czystości gatunkowej. I tu się pojawia pytanie: co też niewłaściwego jest w z próbie zachowania norm przypisanych np. thrillerowi bez silenia się na przemieszanie dajmy na to z komedią?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Przemysław Mazur. Robiąc coś w konwencji thrillera, horroru, czy innego gatunkiu fajnie jest, jeśli chociażby dajesz w nim cokolwiek od siebie, coś autorskiego, np. jak w Bucu Kartoflu – ciekawy świat. A jeszcze lepiej, gdy to ma drugie dno. Weźmy np. „Lupusa”, który jest historią science-fiction, ale tam to science-fiction służy nie tylko do rysowania fajnych statków kosmicznych,pościgów itp, prawda? Podobnie z „Lincolnem” – western, ale sam wiesz, że jest w tym coś więcej. Realizacja gatunku po bożemu jest moim zdaniem nudna

  6. Może tym „czymś” mogłaby być po prostu sprawnie opowiedziana historia, która mimo zachowania czystości gatunkowej, jest w stanie zaabsorbować uwagę czytelnika? W moim przekonaniu ów warunek spełnia m.in. komiks „On” Tomasza Kontnego i Rafała Szłapy (uznanym w recenzji za nie wart wzmiankowania). Natomiast „But z lewej nogi” Grzegorza Janusza i Piotra Michalczyka paradoksalnie zdaje się spełniać wymogi zabawy konwencją oraz międzygatunkowej żonglerki (w końcu nie byle jaki scenarzysta), podobnie zresztą jak „Centrum Reperacji” Rafała Kołsuta i Janusza Wyrzykowskiego.
    Równocześnie zaryzykuję twierdzenie, że istotna część potencjalnych czytelników niekoniecznie pożąda drugiego i trzeciego dna, rozprawy na współczesne tematy społeczne z pretekstualną podróżą międzygalaktyczną w tle, lecz po prostu dobrej rozrywki po dziesięciu godzinach machania łopatą. Ja w każdym razie taką właśnie rozrywkę znalazłem w jak dla mnie niesłusznie pominiętych w Twojej recenzji nowelkach.
    Reasumując: w moim silnie zsubiektywizowanym pojęciu raczej niesłusznie tak surowo potraktowałeś większość zawartych w tej publikacji opowieści. Zwłaszcza w kontekście pochwał pod adresem tej odsłony przypadków „Buca Kartofla”, którą co prawda charakteryzuje oryginalna szata graficzna i przekonujący świat przedstawiony, ale fabularnie jest to utwór w najlepszym razie przeciętny.

  7. Owszem, masz rację – część czytelników ma ochotę po prostu rozerwać się po robocie z łopatą w ręku. Ale mam dziwne przeczucie, że bardziej inteligentna rozrywka to ciekawsza rozrywka. Uczciwie napisałem, dlaczego pominąłem inne nowelki – bo nie wywołały u mnie żadnych emocji. Zaznaczyłem, że nie są słabe. I zaznaczyłem też od razu na wstępnie, jakimi kryteriami oceniam tę antologię.

  8. Może w tym sęk by recenzent brał jednak pod uwagę nie tylko swój gust, ale też preferencje nieco mniej wysublimowanych czytelników? Bo skoro stawiamy wymagania (chyba czasami aż nazbyt wygórowane) twórcom, to może warto wymagać nieco bardziej obiektywnego oglądu również od recenzentów? I to bez ograniczania się niejednoznacznymi definicjami.

  9. Każda opinia recenzenta/krytyka jest z zasady subiektywna. Obiektywizm w krytyce nie istnieje

  10. Zdarzyło mi się czytywać recenzje, których autorzy robili co mogli, by mimo wszystko wykrzesać z siebie maksymalną dawkę obiektywizmu. Z reguły były to znacznie lepsze teksty niż te w których recenzent kierował się przede wszystkim własnymi preferencjami.

  11. Udawanie, że jest się obiektywnym jest moim zdaniem nieuczciwie. Zawsze nakładasz swój filtr.

  12. Sporo w tym racji, ale dużo zależy pewnie także od warsztatowego przygotowania recenzenta i jego ogólnego nastawienia. Swoją drogą parę ładnych lat temu słyszałem opinię nomen omen krytyka „Polityki”, który mimo deklaracji o zamiłowaniu do filmów tego sortu co „Asfaltowa dżungla” czy „Obywatel Kane” oraz braku tolerancji dla science-fiction potrafił trafnie i rzetelnie wskazać zalety „Zemsty Sithów”. Wydaje mi się, że także w publicystyce komiksowej tego typu podejście jest nie tylko możliwe, ale wręcz wskazane i dla ewentualnego czytelnika bardziej korzystne.

  13. Ale przecież na wstępie swojej recenzji napisałem, komu ten magazyn może się podobać, a komu nie.

  14. I wypunktowałem zalety „Profanum”, są to „Buc Kartofel” i „Robaczywe Jabłka”. Są też różne szkoły uprawiania publicystyki/krytyki. Ja zawsze gram w otwarte karty. Nie każdemu musi się to podobać rzecz jasna

  15. Rozumiem i jak najbardziej wyłapałem ten fragment. Przyznam jednak, że pozwolę sobie nie zgodzić się z sugerowaniem wtórności m.in. wzmiankowanym nowelkom Grzegorza Janusza czy Tomasza Kontnego. Oczywiście trudno mówić tu o dziełach przełomowych, bo jak wiadomo takowe nie zdarzają się zbyt często. Ale tego typu sugestie chyba sformułowano na wyrost.

  16. Zgadzanie się wszystkich z wszystkimi byłoby nudne. Dlatego dobrze, że się nie zgadzamy. Ja nie widzę w tym niczego złego.

css.php