Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

16.06.2013
niedziela

Żydowski sztetl kontra przemysł

16 czerwca 2013, niedziela,

„Market day” Jamesa Sturma to rzecz zarówno dla tych, którzy interesują się komiksem, historią Żydów, jak i historią fotografii.

Wiem, że nie powinienem teraz recenzować albumów nie wydanych w Polsce, bo po pierwsze mam mnóstwo zaległości blogowych (zarówno jeśli chodzi o rodzime aktualności komiksowe, jak picturebookowe), a ponadto statystyki nie kłamią – czytelnicy „Outline” o wiele mniej chętnie kilkają na recenzje tytułów zagranicznych. Ale z drugiej strony zaraz zaczną się wakacyjne urlopy, a nie ma lepszej pamiątki z wakacji niż dobry komiks (przynajmniej tak mi się wydaje). „Market day” pod wieloma względami na taką pamiątkę się nadaje.


Historia „Market day” toczy się na poczatku XX wieku, gdzieś w Europie Wschodniej, być może nawet w Polsce. Główny bohater – Mendleman to prosty żydowski rzemieślnik, który prowadzi jednoosobowy zakład tkacki. Szyje pledy i dywany. W swoją pracę wkładca całe serce i wyobraźnię, wytwarza towar najwyższej jakości oraz jest doskonale świadomy wartości swojej roboty.Co tydzień pakuje swoje dywany na wóz zaprzęgnięty w osiołka i rusza na targ do miasteczka w poszukiwaniu kilentów, którzy do tej pory cenili jego pracę. Mendelman ma jednak jedną wadę – za dużo myśli, jest niepoprawnym marzycielem, bujającym w obłokach, który musi brutalnie zderzyć się z nową ekonomiczną rzeczywistością – handel zdominowany do tej pory przez drobnych rzemieślników powoli się kończy, teraz na rynek wkraczają duzi gracze, narzucający ceny, a świat Mendelmana staje na głowie. Jakoś tak się złożyło, że przespał te zmiany i obudził się za późno.


Pozoronie to, o czym piszę może wydawać się śmiertelnie nudne, ale jest wręcz odwrotnie. Sturm to mistrz subtelnej, niezwykle precyzyjnej narracji obrazem. Dba o każdy detal w komiksie: rytm, kolor, oszczędną kreskę, nastrój. Postawił sobie zresztą bardzo ambitny cel – ożywić w komiksie nieistniejący świat żydowskiego sztetla, z całą jego różnorodnością, dziesiątkami postaci. I zrobił to. Bez kiczu, nostalgii, idealizowania, romantyzmu. Nie kryje (o czym wspomina na końcu książki), że jego inspiracją były m.in. fotografie dwóch znanych portrecistów żydowskiej codizenności: Romana Vishniaca i Altera Kacyzne. Sturm jednak nie posługuje się konkretnymi kadrami fotografików, nie przedstawia w komiksie zarejestrowanych przez nich scen, stara się jednak uzyskać w swoim komiksie ten sam nastrój, co oni w swoim fotografiach – chce drobiagowo i ze szczegółami, czasem wręcz w naturalistyczny sposób przedstawić codzienne życie. A że do tego celu używa rysunku – wszystko jest o wiele bardziej syntetyczne, a najważniejsze cechy tej rzeczywistości – uwypuklone. Z calą jej potwarzalnością, znojem ciężkiej pracy, szarością. Nietrudno też zauważyć, że Sturm rysując myśli trochę jak fotograf. Widać to po precyzyjnym sposobie kadrowania,  zawsze nienagannej kompozycji  postaci w kadrach, czy po pozornie nic nie znaczących planszach, gdzie widzimy jedynie architekturę. „Market day” jest albumem zupełnie nie spektakulranym, w którym niedopowiedzenie, graficzna sugestia grają pierwsze skrzypce. A jednokrotna lektura albumu nie zaspokoi naszego apetytu. I nie ma tu ani słowa o Holocauście, za to mnóstwo słów i obrazów o marzeniach, miłości i nadziei.

James Sturm, Market Day, Drawn&Quarterly, Montreal 2010, cena: ok 20$

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Czyż Wydawnictwo Komiksowe nie powinno tego wydać?

  2. Chyba wahali się między Miriam Katim a Sturmem i wybrali ostatecznie Katim – ale nie chciałbym wprowadzać w błąd.
    Ale jeśli nawet wydadzą to pewnie w przyszłym roku, oryginał jest też bardzo dobrze wydany (twarda oprawa, bardzo ładny papier).

  3. Szanowny Gospodarzu,

    tak, oryginal jest super a i cena tez niska
    a to „oczko w glowie” Jamesa Sturma
    http://www.cartoonstudies.org/

    pozdrawiam

  4. @ozzy,
    Widziałem kiedyś dokument o Cartoon studies. Wspaniałe miejsce, prawdziwa mekka dla twórców, świetna biblioteka, zajęcia z najlepszymi rysownikami i same miasteczko super – idealne do skupienia i pracy.Poza Cartoon Studies jest też tam kilka innych ośrodków kulturalnych.
    Ale studia w Cartoon Studies kosztują akurat niemało

css.php