Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

8.03.2013
piątek

Komiks dla dzieci: samotność w Norwegii

8 marca 2013, piątek,

„Pustelnik” Martina Ernstsena to opowieść o spędzaniu dzieciństwa z samym sobą, w świecie własnej wyobraźni. I choć album urzeka ciekawą kreską i fantazyjną kolorystyką, kończy się, zanim na dobre się rozkręci.

Od pierwszych stron tego komiksu wiemy, że jesteśmy w Skandynawii. Morze, zieleń, fiordy. A wśród nich, w swojej samotni starsza kobieta, która niezbyt często widzi swojego wnuka. A przynajmniej na tyle rzadko, że dziwi się jak bardzo urósł od ostatniej wizyty. A choć babcia i wnuk w końcu mają czas dla siebie, poza posiłkami i kilkoma rozmowami i tak zajmują się swoimi sprawami. Kobieta obserwuje morze przez lornetkę, chłopiec bawi się w samotności.Ale jak się okazuje, to żadne nieszczęście. Chwilę spędzane sam na sam, są – jak to się dzisiaj mówi – bardzo kreatywne. Pewnie nic by nie wyszło z tej kreatywności, gdyby nie to, że akcja komiksu dzieje się w epoce przedinternetowej i przedkomputerowej, a w babcinym telewizorze działa tylko jeden kanał.

Dziecko musi zatem stworzyć sobie własny świat przy pomocy wyobraźni. Zaprzyjaźnia się z krabami, znajduje na strychu mnóstwo kartonów z firgurkami E.T. i przydziela im różnorodne zadania, aż w końcu świat wyobraźni zlewa mu się ze światem rzeczywistym i granice między nimi kompletnie się zacierają. Ernsten w swojej opowieści jest bardzo subtelny i lakoniczny. Również na poziomie rysunku. Mamy tu surową, mocną i pewnie dla wielu „brzydką” kreskę, żadnej rozbuchanej, przesadnie ekspresyjnej mimiki. Niczego nie nazywa wprost, nie mamy tu praktycznie żadnego narratora. Ta historia dzieje się przede wszystkim w obrazach i gestach, a soczysta, niemal baśniowa kolorystyka jeszcze bardziej potęguje zacieranie się granic między tym co realistyczne, a fantastyczne.

To w sumie dość urocza  i niełopatologiczna opowieść o potędze wyobraźni i milczącym porozumieniu – bo takie porozumienie ma właśnie miejsce między dzieckiem i babcią. Szkoda tylko, że Ernsten, który potrafi budować doskonały klimat i bardzo prywatną, wciągającą historię, szybko wprowadza nas do swojego świata i równie szybko z niego wyprowadza. Akcja „Pustelnika” toczy się w ciągu jednego dnia, dzieje się szybko i kończy, zanim właściwie zdąży się rozkręcić. Można mieć wrażenie, że autor bał się pogrzebać trochę głębiej w świecie dziecięcej wyobraźni. Z pewnością wyszłaby z tego bardziej pełna, wielowątkowa opowieść. Tymczasem  „Pustelnik” pozostawia lekki niedosyt, uczucie dość płaskiej realizacji tematu. Rekompensuje nam to wspomnianą wcześniej subtelnością w opowiadaniu o uczuciach i ciekawą estetyką plastyczną, choć idę o zakład, że dla niektórych czytelników przyzwyczajonych do tego, że komiks dziecięcy to Asterix i Lucky Luke „Pustelnik” może być odrażający. „Pustelnik” to pierwszy komiks, który ukazał się w ramach dziecięcego imprintu Centrali i trzeba przyznać, że wydawnictwo na start wybrało sobie komiks, który nie jest ani spektakularny, ani „dla wszystkich” (cokolwiek to nie znaczy), ale mam wrażenie, że dzieciaki przyzwyczajone do nie-disnejowskiej tematyki i estetyki powinny go docenić

Martin Ernstsen, Pustelnik, Centala (Centralka), Poznań 2013,

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php