Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

21.10.2012
niedziela

Komiksowy szowinista

21 października 2012, niedziela,


Po niniejszej recenzji antologii „Polski komiks kobiecy” być może zostanę okrzyknięty największym szowinistą wśród krytyków komiksowych, ale niestety w tej publikacji względy ideologiczne zdecydowanie przesłoniły względy artystyczne.

Jeśli mam być zupełnie szczery to głównym powodem, dla którego warto sięgnąć po „Polski komiks kobiecy” jest obszerny wstęp krytyczny redaktorki tomu – Kingi Kuczyńskiej. Autorka w bardzo rzeczowy, spójny i merytoryczny sposób przedstawia obecność (a raczej słabą obecność) kobiet w polskim komiksie. Omawia zarówno czasy PRLu, okres wielkiej smuty lat 90-tych, do chwili obecnej. Znajdziemy tu zarówno esej  Kuczyńskiej, jak i ciekawe rozmowy z autorkami, które starają się określić miejsce kobiet w polskim komiksie, dyskutują o komiksie feministycznym, autobiograficznym itp. Mamy tu zarówno nestorkę – Szaroltę Pawel, jak i autorki młodszego pokolenia: Joannę Saneckę, Sylwię Restecką, czy Joannę Karpowicz. Niestety, trudno zgodzić się z wnioskami Kuczyńskiej, że dziś kobiety „w oficjalnym obiegu komiksowym działają jako satelity”.


rys. Ewa Juszczuk

W chwili, gdy ukazuje się „Polski komiks kobiecy” to stwierdzenie jest już zupełnie nieaktualne. Jak już wspomniałem we wcześniejszym wpisie – ten  rok w polskim komiksie należy zdecydowanie do kobiet. Bardzo dobre albumowe debiuty Agaty Wawryniuk i Olgi Wróbel, doskonały drugi komiks Agaty Bary, nowy album Marzeny Sowy, świetne „Pocztówki z Białegostoku” Joanny Karpowicz, a do tego zeszłoroczne „Złote Pszczoły”. Gdzie tu poszkodowanie kobiet  i rola satelity? Co więcej, gdybym był naprawdę złośliwy, mógłbym napisać, że antologia „Polski komiks kobiecy” robi niedźwiedzią przysługę naszym artystkom komiksowym. Jeśli czytelnik, który nie ma pojęcia o polskim komiksie sięgnąłby do niniejszego wydawnictwa i miałby sobie na jego podstawie wyrobić zdanie o poziomie artystycznym rodzimych komiksiar, to byłoby zdanie doprawdy nienajlepsze. W gruncie rzeczy połowa prac nadaje się co najwyżej do zina. rys. Berenika Kołomycka

Czytając „Polski komiks kobiecy” miałem wrażenie, jakby połowa autorek trafiła do antologii z łapanki. Być może dlatego, że podejmują feministyczny temat, albo są ideologicznie poprawne, albo dlatego, żeby antologia była grubsza. Nie znajduję innych powodów. Niektóre autorki posiadają fatalny, kompletnie zmanierowany i paskudny styl (Dorota Zaremba) lub nie mają pojęcia, jak opowiada się przy pomocy komiksu (Gośka Kulik), albo wracają do sposobu tworzenia komiksu na wzór zinów z lat 90-tych, w których panował trend „stosuję symbol, ale nie mam pojęcia, co chcę ci powiedzieć” (Joanna Krótka). Z kolei innym autorkom wydaje się, że skoro jest to antologia polskiego komiksu kobiecego wystarczy  narysować pochwę lub scenę z manify i wszystko będzie ok, nawet jeśli poziom intelektualny zaprezentowanego komiksu jest – nie przesadzając – gimnazjalny (Anka Steliżuk, Kasia Szaulińska). Na szczęście te słabe prace osładzają doskonałe historie. Jak zawsze sprawdza się Joanna Karpowicz, ciekawy komiks zrobiła również Agnieszka Piksa, Asia Bordowa czy siostry Bystroń, choć zdecydowanie gwiazdami tej antologii są Magdalena Danaj oraz Agnieszka Szczepaniak – dwie artystki, które już od dłuższego czasu publikują swoje prace w sieci. Obydwie mają cudownie podłe, złośliwe poczucie humoru, a do tego doskonały zmysł obserwacji życia codziennego i relacji międzyludzkich, zwłaszcza damsko- męskich. Oby (o ile w ogóle do tego dążą) jak najszybciej wydały coś dłuższego.

Największym problemem „Polskiego komiksu kobiecego” jest postawienie na  ilość, a nie na jakość. A jeśli jego głównym celem miało być zaznaczenie obecności kobiet w polskim komiksie, to rzecz spóźniona jest mniej więcej o rok. Dziś to autorki pokazują autorom, jak się robi dobre komiksy historyczne (Bara)  promocyjne (Karpowicz) czy obyczajowe (Wawryniuk).

Polski komiks kobiecy (red. Kinga Kuczyńska), Timof Comics, Warszawa 2012

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. „Obszerny wstęp krytyczny” to praca licencjacka napisana kilka lat temu pod kierunkiem prof. UG dr hab. Jerzego Szyłaka. Stąd też jej nieaktualność. Zarzut trochę chybiony.

  2. Ok, ale ukazuje się to drukiem dziś. Tu i teraz. A to, że się ta teza zdezaktualizowała to chyba dla polskich autorek dobrze, prawda?

  3. „„Obszerny wstęp krytyczny” to praca licencjacka napisana kilka lat temu pod kierunkiem prof. UG dr hab. Jerzego Szyłaka. Stąd też jej nieaktualność. Zarzut trochę chybiony.”

    To, co piszesz, raczej wspiera ten zarzut (nieaktualności).

  4. @vinthund Temat zdążyliśmy już dobrze rozwałkować na facebooku. Okazało się przy tym, że Kinga aktualizowała swój tekst przed drukiem, więc zarzut Sebastiana może być zasadny.

  5. @ Jarek Obważanek: Jeśli coś jest publikowane w roku 2012 to teksty które są w tej publikacji zawarte powinny być w miarę aktualne, prawda? To, że praca licencjacka jest sprzed kilku lat to jedno, a fakt, że we wstępie do wydawnictwa są informacje na dzień dzisiejszy nieaktualne to drugie. „Zarzut niechybiony”? Właściwie, jak najbardziej adekwatny – informacje są przestarzałe, były aktualne parę lat temu a teraz już nie są – to chyba dość prosta konkluzja 🙂

css.php