Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

11.10.2012
czwartek

Ordery, ordery, ordery – zamiast relacji z łódzkiego MFKiG

11 października 2012, czwartek,

Czasami mam wrażenie, że polskie środowisko komiksowe jest jak niekochana narzeczona. Do szczęścia wystarczy jej to, że partner w ogóle zwróci na nią uwagę.A jak już wręczy drobny upominek – jest cała w skowronkach.

Choć może wydawać się to dziwne, dla dziennikarza zajmującego się komiksem, festiwal w Łodzi jest udany wtedy, gdy niewiele na nim zobaczy. Dlaczego? Bo zamiast chodzić od spotkania do spotkania, może zrobić wywiady z ciekawymi artystami. I tak właśnie było w tym roku. Zobaczyłem niewiele, ale mogłem zrobić długie rozmowy z Melindą Gebbie, Igortem i Davem McKeanem. To była druga tak udana (przynamniej z mojego punktu widzenia) edycja. Równie pracowity festiwal miałem podczas przyjazdu Manary i Moebiusa.Natomiast w tym roku z gali festiwalowej zapamiętałem głównie ordery, sporo orderów.

Były to przede wszystkim ordery wręczane fantastom i ludziom związanym z miesięcznikiem „Nowa Fantastyka”, ale znalazły się również ordery dla ludzi związanych z komiksem. Otóż  minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznał Odznaki Honorowe „Zasłużony dla Kultury Polskiej” Jackowi Gdańcowi z portalu Gildia Komiksu, Wojciechowi Łowickiemu, który zajmuje się wystawami na MFK oraz Bogdanowi Ruksztełło-Kowalewskiemu organizatorowi Bałtyckiego Festiwalu Komiksu. Wszystkie 3 odznaki zostały przyznane za zasługi dla polskiego komiksu.

Gratuluję Panom szczerze, a jednocześnie warto pamiętać, że taki order niewiele kosztuje, a dobre słowo za zasługi kosztuje O zł. Znam cenniejsze nagrody ministerialne, np. Doroczna Nagroda Ministerstwa Kultury, gdzie laureaci poza dobrym słowem, statuetką, dostają jeszcze nagrody finansowe. Nie widziałem jeszcze przypadku, żeby tę drugą nagrodę otrzymał ktoś z komiksowa, a istnieje tam kategoria „upowszechnianie/animacja kultury”.

Tymczasem komiks potrzebuje nie orderów i uścisku ręki prezesa, ale realnego wsparcia ministerialnego. Wiem, ciągle piszę o tym samym, ale nie dajmy sobie wmówić, że ministerstwo kocha komiks i jest wielkim fanem sztuki obrazkowej.

Gdyby tak było, to znam lepsze sposoby na docenienie, choćby Jacka Gdańca. W tym roku opublikowano drukiem „Rozmówki polsko-angielskie” Agaty Wawryniuk . Ten album to efekt stypendium komiksowego ufundowanego przez Sklep Gildii Komiksu, doskonale narysowana  i opowiedziana historia o polskiej emigracji. Właśnie szykuje się druga edycja stypendium, w której nagroda wynosi zaledwie 6000 zł brutto. Ale pamiętajmy, że obowiązkiem sklepów nie jest fundowanie stypendium, ale zarabianie kasy. Ministerstwo Kultury, tak ochoczo wręczające ordery komiksiarzom mogłoby takie stypendium w mniej lub bardziej bezpośredni sposób zasilić gotówką. Ale to wychodzi drożej niż order.

I z tego miejsca raz jeszcze gratuluję Jackowi Gdańcowi, ale nie tego orderu, który w jego działalności niczego zasadniczo nie zmieni, ale właśnie stypendium Gildii, bo jeśli w drugiej edycji uda się wyłonić tak dobry album jak „Rozmówki polsko-angielskie”, to nagroda Gildii stanie się za chwilę  najważniejszą nagrodą w polskim komiksowie. A medale przydadzą się najwyżej do podpierania komiksów na regale.

Errata: jak się okazuje Gildia Komiksu to nie to samo co Sklep Gildii komiksu. Przepraszam za pomyłkę. Ale mimo pomyłki  sens tej notki nie ulega zmianie. Bowiem lepszy od medalu byłby zastrzyk finansowy dla portalu Gildia Komiksu, a dla polskiego komiksu w ogóle – stypendium ministerialne dla twórców. Bo dziś stypendium przydziela sklep komiksowy, jak widać jest bardziej zaintersowany twórcami komiksowymi niż ministerstwo wręczające medale.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. podpisuję się pod tym wpisem obiema rękami i nogami

  2. tak, koniecznie niech Minister da takie twórcze stypendium, tylko jak go do tego przekonać?

  3. Jeżeli można zapytać, co Pan osobiście zrobił dla promocji komiksu w ministerstwie, albo innym rządowym ośrodku sypiącym kasą na kulturę? Pisze Pan tu artykuły, ale trudno to nazwać zmasowanym atakiem. Co zrobił Pan, dziennikarz środowiskowy i inni dziennikarze środowiskowi, oraz inne osoby, które liczą się w środowisku, jak wydawcy, popularni twórcy, badacze, organizatorzy imprez? Czy może Pan wymienić jedno zmasowane działanie, mające na celu zwrócenie oka pieniądzedawców na komiks polski i jego dzieła? Z Pana książki wynika, że w polskim światku każdy sobie, każdy uważa, że ktoś powinien coś zrobić… Ale kto to ma być do ciężkiej cholery, jak nie środowisko razem, z rozpoznawalnymi nazwiskami na czele. W ministerstwie siedzą politycy i osoby z nadania politycznego, pewnie z 50% ma jakieś kwalifikacje do zajmowania się kulturą w ogóle, a nie mówię już o komiksie, który jeszcze nie wbił się na kulturalne salony. I nie wbił się, gdyż każdy sobie… ale to już pisałam.
    PISF o którym wszyscy mówili z zazdrością w Pana książce nie wziął się magicznie z powietrza. Może warto prześledzić skąd się wziął, kto lansował ten pomysł, dodatkowo jak i ile czasu.
    Doroczna Nagroda Ministerstwa Kultury – piękny pomysł, to teraz proszę zakasać rękawy skrzyknąć dziennikarzy, wydawców i kogo tam jeszcze się da i dojść kto jest odpowiedzialny za nominacje do tej nagrody. Komu można podszepnąć, a może oficjalnie zgłosić pomysł na nominację, jak można agitować za swoim zgłoszeniem i gdzie je lansować, by miało szansę. To Pan jest dziennikarzem, a czasami pisze Pan jakby nie chciał Pan przyjąć do wiadomości, jak działa świat. Nagrody dostają ci, którzy mają siłę przebicia i potrafią jej użyć.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Na przykład to:
    http://independent.pl/n/12750

    Poza tym, nie piszę artykułów tylko „tu” na blogu, ale w papierowej „Polityce”, dawniej w „Przekroju” i na lewo i prawo trąbię o problemie, na każdym kroku.

    Pewnie ludzie w ministerstwie czytają „Politykę”, choć niekoniecznie teksty o komiksie.

    Ale jeśli to dla Pani/Pana za mało to dodam, że rolą dziennikarza jest opisywanie rzeczywistości. Kiedy dziennikarz zmienia się w działacza społecznego czy środowiskowego traci ogląd z zewnątrz, a tym samym wiarygodność.

    Między innymi dlatego nie należę do Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego.

  6. @p.Gospodarz,

    nie wiem dlaczego w Polsce pokutuje do dzisiaj takie „PRLowskie” rozumienie dziennikarstwa? W Szwecji panstwowa Rada Kultury przydziela finanse pismom komikosowym na rowni z innymi.Ale w rezultacie liczy sie wylacznie wspolpraca tworcy z wydawnictwem

    Pozdrawiam, ozzy

  7. @ozzy
    Przepraszam, ale nie do końca rozumiem. Na czym polega w/g Pana prlowskie myślenie w dzienikarstwie i jak się to ma do finansowania pism komiksowych?

  8. @ pan Gospodarz,

    zadnego zwiazku jedno z drugim – a te dziedzictwo owych lat, to nie dotyczy Pana – szanowny Moderator odpowiedzial w replice z 11.10, godz.20:08. Sapienti sat! (tym, ktorzy je rozumieja inaczej)
    Widze i opisuje, ale jestem poza.
    Sprawa finansowania jest rownie powazna jak dotacje, powiedzmy, do Pendereckiego czy tez Milosza. 🙂

    pozdrawiam, ozzy

  9. Trzeba przyznać że brakuje w środowisku komiksowym profesjonalnych krytyków i kuratorów, bez których artysta niewiele sam może zrobić. Ministerstwo nie rozdaje pieniędzy na znakomite nawet projekty które nie są przez nich poparte. Wspominany przez ciebie jakiś czas temu konkurs Gepperta to konkurs do którego mogą zgłosić artystę tylko kuratorzy. Mógłby to być artysta komiksowy, ale kuratorzy sztuk wizualnych w Polsce maja tylko jeden wyznacznik tego co właściwe w sztuce: targi sztuki w Bazylei. Więc można porwać Adama Mazura i zrobić mu kurację komiksem a la Mechaniczna pomarańcza, albo wykształcić własnych profesjonalnych kuratorów, już nie tylko entuzjastów czy aktywistów, którzy mogliby nominować artystów.
    Dobrze byłoby także gdyby i artyści byli profesjonalistami. Wiem, że trudno uznać kogoś kto publikuje komiksy od lat za amatora, ale u nas w kraju profesjonalnym artystą jest ten kto ukończył wyższą uczelnię plastyczną lub jest członkiem ZPAP. O wiele łatwiej byłoby uzyskać dotację. Ten kto napisał ten cholernie długi post powyżej ma sporo racji.

  10. Większość twórców komiksowych w Polsce ma wyższe wykształcenie plastyczne.

  11. Nie do końca się pomyliłeś, bo Jacek jest członkiem zarządu Gildia Internet Services Sp. z o.o., firmy stojącej za domeną sklep.Gildia.pl.

  12. No nie wiem. Wczoraj oglądałam sobie antologię „polski komiks kobiecy” i spora część autorek nie ma wyższego wykształcenia plastycznego. Czasem jakieś liceum plastyczne, czasem zupełnie nic. Nie wydaje mi się żeby to dotyczyło tylko kobiet. Jednak ważniejsza jest według mnie sprawa kuratorów sztuki otwartych także na komiks.

  13. @Maria Rostocka

    u nas (Skandynawia)na rynku komiksowym wiekszosc Pan tez nie ma wyzszego wyksztalcenia…a radza sobie znakomicie – oczywiscie, nie deprecjonuje znaczenia wyzszego wyksztalcenia.
    Przypominam sobie historie z zycia znakomitego rosyjskiego poety Josifa Brodskiego, ktory przed sadem pytany o zawod odpowiedzial :”Poeta”. Oskarzyciel: U was net wyzszowo obrazowanija, kak eto i otkuda? Brodski: Od Boga.

    To tyle, na marginesie
    z wyrazami sympatii, ozzy

  14. @Maria Rostocka – nie sugeruj się prezentacjami w antologii „polski komiks kobiecy”. Zabrakło kilku istotnych autorek i przez to odniosłaś wrażenie, że „spora część autorek nie ma wyższego wykształcenia plastycznego”.
    Z doświadczenia odnoszę wrażenie, że wśród autorek i tak jest więcej artystek z dyplomami niż wśród autorów.

  15. @ Sebastian Frąckiewicz
    ” Na przykład to:
    http://independent.pl/n/12750
    Pamiętam tę akcję, ale nie pamiętam, czy była jakaś reakcja na nią, chociażby kurtuazyjna z ministerstwa. I pod listem podpisały się 4 znane osoby, 2 dziennikarzy i 2 wydawców (nie mówię o podpisach zbieranych w księgarniach itd). A większych wydawców jest u nas ilu? Na szybko licząc, wydaje mi się że co najmniej 6. Fajna inicjatywa, ale nie zjednoczyła środowiska. Zareagowali Państwo, gdy okazało się, że nikt nie został zaproszony na kongres. Z czego wnioskuję, że istniał już jakiś program. I problem polega na tym, że nikt „komiksowy” nie brał udziału w tworzeniu tegoż programu. Powie Pan, że nikt nie został poproszony, a ja powiem trudno, to nie miejsce by unosić się dumą i honorem. Środowisko powinno działać proaktywnie, identyfikować miejsca i wydarzenia, gdzie może się promować i walczyć o włączenie w organizacje w stadium początkowym, a nie końcowym. To poniżej godności działaczy środowiskowych? Ubieganie się o swoje?

    „Poza tym, nie piszę artykułów tylko „tu” na blogu, ale w papierowej „Polityce”, dawniej w „Przekroju” i na lewo i prawo trąbię o problemie, na każdym kroku.

    Pewnie ludzie w ministerstwie czytają „Politykę”, choć niekoniecznie teksty o komiksie.”

    Przepraszam, nie miałam zamiaru umniejszać Pana publikacji, wiem, że jest Pan zawodowym dziennikarzem, a nie jedynie bloggerem amatorem. Jednak sam Pan pisze, że nie wie co czytają ludzie z ministerstwa. Czy Pana artykuły trafiają do osób, do których powinny by coś się zmieniło? Warto by jednak zbadać, jak to się dzieje, że inne dziedziny sztuki potrafią dopchać się do ministerialnych uszu i lansować swoje racje.

    „Ale jeśli to dla Pani/Pana za mało to dodam, że rolą dziennikarza jest opisywanie rzeczywistości. Kiedy dziennikarz zmienia się w działacza społecznego czy środowiskowego traci ogląd z zewnątrz, a tym samym wiarygodność.”

    Media są tak zwaną czwartą władzą i mają niepodważalny wpływ na kształtowanie świata. Pana ideały są szczytne, ale oderwane od rzeczywistości i naiwne. W wielu przypadkach dziennikarze opisują świat w taki sposób, by zmieniać spojrzenie czytelników na pewne sytuacje, by kształtować opinię publiczną. Gdyby tak nie było świat stałby w miejscu, nie byłoby przemian społecznych. Chociaż to ma również negatywne skutki, gdy w kraju panuje zbiorowa histeria wywołana błahym wydarzeniem, a nikogo nawet w połowie tak nie pochłaniają istotne dla państwa problemy.

    Z Pana książki wynika, że każdy kurczowo trzyma się swojej grządki. Pan orze jako dziennikarz – pisze o wydanych tytułach i wydarzeniach środowiskowych, ktoś inny robi swoje komiksy, jeszcze inny bada komiksy pod konkretnym kątem… każdy ma swoją małą grządkę, ale dla całego ogrodu niewiele z tego wynika. Tu może winna jest polska mentalność. Już Norwid zauważył, że jesteśmy narodem, ale nie społeczeństwem. I tu może być pies pogrzebany, że dopóki każdy sobie jakoś radzi, ale również zawistnie patrzy na sukcesy innych (w końcu wielu rodaków lubi umniejszać i kwestionować cudze osiągnięcia), to nigdy nie powstanie masa krytyczna zdolna coś zmienić.
    Nie chodzi mi tutaj o to by Panu osobiście coś wyrzucać, ale wydaje mi się, że źle identyfikowany jest problem. W Pana tekstach, oraz w wypowiedziach osób w Pana książce czasami czułam postawę, że coś się innym przytrafia np dotacje, a komiksom się nie przytrafia. Że o sztuce ktoś pamięta, a o komiksie nie pamięta. Tylko, że to nie tak. Pamięta się o tych, którzy zabiegają, by o nich pamiętać. Panuje takie przekonanie, że władza ma zidentyfikować potrzeby obywateli i je zaspokoić. To straszliwie dziecinne rozumowanie. To dzieci wyobrażają sobie dorosłych jako wszechmocnych, wszechwiedzących i nieomylnych. Proces dorastania zazwyczaj weryfikuje te przeświadczenia. Również traktowanie władzy jako rodziców, a obywateli, jako dzieci trąci monarchią absolutną, czy innym totalitaryzmem. W rządzie są tacy sami ludzie, jak Pan, czy ja. Mają jakieś tam pojęcie o świecie, obywatelach i problemach społeczeństwa. Oczywiście fajnie by było, gdyby ich pojęcie było szersze niż pierwszej lepszej osoby z ulicy. Tylko, że skoro już mówi Pan o opisywaniu rzeczywistości, to zapewne ma Pan świadomość ułomności większości polityków i urzędników. Dlatego oczekiwanie, że oni będą sami z siebie pamiętać, dowiadywać się i reagować jest straszliwie naiwne. Osobami, mogące coś zmienić są osoby żywotnie zainteresowane zmianą, którym dany problem, w tym przypadku komiksy, leżą na sercu.

  16. „munen”- szkoda, że nie jesteś manageren sztuki komiksowej. Czuję, że przy Tobie nasza kochana dziedzina wyszłaby wreszcie z półświatka 🙂 Wielki podziw z mojej strony.

  17. piękna garść pouczających banałów w protekcjonalnym tonie. istotnie, jest co podziwiać.

  18. @tom
    słuszna uwaga, to są banały, podsumowanie krótkiej dyskusji na imprezie, gdzie opowiedziałam o tym, co wyczytuje na blogach i portalach komiksowych. I wszyscy rzeczywiście uśmiechali się protekcjonalnie i z politowaniem, ale może po prostu byli już wstawieni.

    Niebanalne za to jest ciągłe powtarzanie jak to kasa z nieba nie spada. Jak to złe są instytucje państwowe, niezorientowane w komiksie i pozbawione gustu. A zaraz kilka zdań/wpisów później, że przecież te same instytucje powinny natychmiast poznać się na komiksach (oczywiście nie wiadomo w jaki niby sposób, chyba przez epifanię i błyskawiczna przemianę mentalności), zrozumieć ten rynek i wypluć mnóstwo kasy na nowe dzieła. Tu być może nie ujrzy Pan(?) banałów, mi natomiast boleśnie brakuje w tym logiki i zdrowego rozsądku.

  19. doskonale rozumiem co wywoływało te uśmiechy politowania.

css.php