Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

20.08.2012
poniedziałek

Filmowy „Kurczak ze Śliwkami” Satrapi jest słodki i mdły

20 sierpnia 2012, poniedziałek,

O ile filmowe „Persepolis” był naprawdę udane, tak ekranizacja „Kurczaka ze Śliwkami” pokazuje, że tworzenie z dzieł Satrapi filmu fabularnego to prawdziwa pułapka. W dodatku Ameliopodobna.

Fanom „Amelii”, i w ogóle sztuki pocieszycielskiej odradzam lekturę tego wpisu bowiem gotowi są na mnie obrazić. A niestety, filmowy „Kurczak ze Śliwkami” to takie mdłe powidło, ciężkie do zniesienia. Jego autorzy:  Satrapi (nie mam pojęcia, jak można tak zepsuć swoje własne dzieło) oraz Vincent Parronnaud sami chyba nie wiedzieli, jaki cel chcieli osiągnąć. Realizm magiczny w najbardziej kiczowatym wydaniu? Komedię? Czy tragikomedię? A może chcieli zmieścić wszystko w jednym filmie? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że naprawdę szkoda oryginału.

Komiks „Kurczak ze Śliwkami” Satrapi narysowała, mocną, prostą kreską. Nie ma tam pustosłowia i przegadania. Jest melancholijny, depresyjne nastrój, pełen rozgoryczenia utraconą miłością, a nastrój buduje zarówno kreska Satrapi jak i lakoniczna, tragiczna opowieść o słynnym muzyku, który pewnego dnia kładzie się do łóżka i postanawia umrzeć. Wszystko to, co najlepsze w tym komiksie, w ekranizacji zupełnie znika.


Film to taka perska „Amelia” ze słodkimi, nastrojowymi ujęciami i fatalnie dosłownymi „magicznymi” wątkami, które w komiksie nie zwracają na siebie uwagi i nie wpadają w kicz, a w filmie ten kicz budują. Mam na myśli chociażby scenę, gdy umiera matka głównego bohatera, a nad jej grobem unosi się chmura dymu. Gdyby zrobić z tego komiksu półgodzinną, czarno-białą animację wszystko byłoby ok., natomiast to, co ciekawe i niesamowite w komiksie, w filmie powoduje mdłości. I te nieznośne kolory, jak z Bollywoodzkich produkcji plus cała  ta otoczka ckliwej „baśniowości”. Nie tej perskiej, ale tej znanej z niejednego filmu, po którym powinniśmy uronić łzę i głęboko westchnąć.
Estetyka filmu jest dosłownie zaprzeczeniem estetyki komiksu. Założę się jednak, że wielu fanów „Amelii” to kupi. Ja nie kupuję tego w ogóle. Pocieszające jest to, że nie zaprzepaszczono chociażby tych kilku najciekawszych scen z komiksu. Na przykład sceny, gdy syn Nassera Ali domaga się opium.Oczywiście, robiąc ekranizację komiksu nie chodzi o to, żeby zrobić rzecz identyczną do pierwowzoru. Ale naiwnie sądziłem,  że chodzi o to, aby zrobić coś, co będzie jeszcze od tego pierwowzoru lepsze.  Naiwność to chyba nieuleczalna choroba.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. I tak bardzo chcę zobaczyć ten film. Czekam na jego pojawienie się w kinach studyjnych i od razu biegnę. Choć jak na razie to chyba tylko na festiwalach filmowych się można na to załapać.

  2. Był w Poznaniu na Transatlantyku, to może przewinie się też przez następne imprezy

  3. „Fanom „Amelii”, i w ogóle sztuki pocieszycielskiej odradzam lekturę tego wpisu bowiem gotowi są na mnie obrazić. ”

    Nigdy nie wpadłem na taką zachowawczość. Kiedyś mnie znajomy pytał „jak to napisać żeby nie obrazić czytelnika”. Rozwiązanie okazuje się proste. Muszę zapamiętać i używać. np. wielbicielom chłamu odradzam lekturę mojego tekstu… Jeśli podobają ci się ekranizacje komiksów to zawczasu pal wroty bo po lekturze poczujesz się jak kretyn i mnie znienawidzisz. Senior Uliszewski uprzejmie proszony jest o nieczytanie niniejszego tekstu etc.

  4. btw. Z „Gainsbourga” Sfara też nic nadzwyczaj dobrego nie wyszło…

css.php