Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

26.06.2012
wtorek

Małe zaćmienia, całkiem duże kłopoty

26 czerwca 2012, wtorek,

Kryzys wieku średniego na szczęście jeszcze przede mną, ale po lekturze „Małych zaćmień” bardzo chciałbym  nigdy go nie przeżyć. Powieść graficzna duetu Fane& Jim zaskakuje na wielu płaszczyznach. Na szczęście na plus.
Po przejrzeniu kilku pierwszych stron pomyślałem sobie „co to ma być”? Rzecz prezentowana przez wydawcę jako poważna historia o rozterkach ludzi dobijających do czterdziestki wygląda niczym standardowy francuski komiks humorystyczny lub sensacyjny. Klasycznie przerysowani, wysportowani faceci (jeden wyjątek) i smukłe kobiety z nabrzmiałymi ustami, jakby miały przez cały rok zniżkowy kupon na botoks. Ale kiedy zaczynamy zagłębiać się w fabułę, okazuje się, że – o dziwo – wybór takiej estetyki ma jednak sens i był to wybór (przynajmniej w pewnym stopniu) świadomy.

Dlaczego? Otóż „Małe zaćmienia” łamią podstawową zasadę, o której mówią powszechne prawidła poetyki komiksu czyli „show, don’t tell”. Tymczasem cała fabuła tej opowieści opiera się głównie na dialogach. Wszyscy tu dyskutują jak najęci. Wiadomo, że rozgadanie komiksowi zupełnie nie służy. Ale to rozgadanie w zestawieniu z mainstreamowym rysunkiem, lekkim, dodającym całości dynamiki, trochę karykaturalnym (szczególnie w przedstawianiu emocji bohaterów) tworzy spójną całość i daje nam świetną opowieść o piątce przyjaciół dobijających do 40, do której to piątki przyłącza się pewna dziewiętnastolatka. To „tylko przyjaciółka” jednego z bohaterów, Jeana-Pierra. Jak nietrudno się domyślić, mężczyzna nawiązuje z nią romans w Internecie i postanawia go rozwinąć w realu.

„Małe zaćmienia” są trochę jak filmy Woody’ego Allena. Mamy tu inteligentnych, dobrze sytuowanych mieszczan, posługujących się ciętymi ripostami i błyskotliwym kąsaniem. Łączy ich wspólny cel – obejrzenie tytułowego zaćmienia. Ale prawdziwy cel jest trochę inny: wyzbyć się swojego mieszczańskiego płaszczyka, oderwać od uporządkowanego życia, trochę poszaleć i poudawać, że wcale nie jesteśmy tacy starzy, dojrzali i dobrze wychowani.Oczywiście podstawowa problematyka, to relacje damsko- męskie: nie do końca trafione wybory, małżeńska rutyna, zdrada i z góry skazany na niepowodzenie skok w bok Jeana Pierra, który jeszcze raz chciałby poczuć się jak nastolatek. Autorzy „Małych zaćmień” mają niewątpliwie talent do portretowania ludzi z całym bagażem ich przywar, niespełnionych pragnień i życiowych rozczarowań. Cóż, to komiks dość smutny, sprowadzający nas na ziemię, a właściwie na brudny chodnik. Smutny i bardzo dobry.

Fane (scenariusz), Jim (rysunki), Małe zaćmienia, Timof Comics, Warszawa 2012, s.288.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Ciekaw jestem jak sie go czyta z taka iloscia „dymkow”. Pewnie dosc ciezko, jesli plansze wygladaja tak, jak te zamieszczone.

  2. Co ciekawe, właśnie czyta się płynnie, mimo tej ilości dymków, bo ta kreska jest swobodna, a dialogi są inteligentne i dobrze napisane.

css.php