Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

23.05.2012
środa

Warto rozmawiać (przynajmniej o komiksie)

23 maja 2012, środa,

Obiecałem sobie, że nie napiszę na „Outline” o swojej książce, która za chwilę się ukaże, bo może to być odebrane jako niesmaczna autopromocja. Z drugiej strony blog to osobista forma i trudno milczeć o rzeczy, nad którą pracowało się przez ponad pół roku. Dlatego złamię dane sobie słowo.

Po ponad 8 latach pisania o komiksie i na zbliżające się trzydzieste urodziny postanowiłem zrobić sobie mały prezent i spróbować się z dłuższą formą niż tekst dziennikarski, który żyje tydzień, dwa, a maksymalnie trzy miesiące w przypadku kwartalnika. A w związku z tym, że lubię robić wywiady, które zawsze wydawały mi się najbardziej naturalną formą przekazywania informacji (wieści z pierwszej ręki plus możliwość zachowania sposobu wypowiedzi rozmówcy) książka przybrała postać zbioru wywiadów pt. „Wyjście z getta. Rozmowy o kulturze komiksowej w Polsce”. Jest tu o relacjach komiksu ze światem sztuk wizualnych, animacją, ilustracją, o komiksie historycznym i historii komiksu, kolekcjonowaniu oryginalnych plansz, „Wilq” i „Produkcie”, wpływie akademickiego wykształcenia artystycznego na twórczość komiksową. W tych rozmowach udział wzięli: Jerzy Szyłak, Bartosz Minkiewicz, Michał Śledziński, Krzysztof Ostrowski, Maciej Sieńczyk, Adam Rusek, Agata „Endo” Nowicka, Jakub Woynarowski, Łukasz Ronduda, Krzysztof Masiewicz, Monika Powalisz, Witold Tkaczyk i Ryszard Dąbrowski. Rzecz ukaże się już 28 maja nakładem Wydawnictwa 40 000 malarzy, będzie miała 432 strony ( w tym 100 stron ilustracji, szkiców itp.).Prawdę powiedziawszy, nie mogę już się doczekać, kiedy książka trafi w moje ręce.

Przy okazji jej pisania przekonałem się, że:

1)  Zrobienie 13 długich rozmów jest bardzo przyjemne, ale ich przepisywanie, redagowanie, a następnie wprowadzanie autoryzacyjnych poprawek zajmuje mnóstwo czasu i kończy się często zaśnięciem nad klawiaturą.

2)  Przeprowadzanie wywiadu do książki jest trochę inne niż wywiadu do prasy i można sobie pozwolić na więcej, natomiast o rzeczach, które zdezaktualizują się w chwili publikacji książki lepiej nie rozmawiać (nie udało mi się tego błędu uniknąć za każdym razem).

3) Oddanie książki do wydawnictwa to nie koniec zabawy, bo jeszcze będą poprawki, trzeba zdobyć prawa autorskie do ilustracji, znowu coś poprawić itd.

4) Trzeba być dla  siebie surowym nadzorcą dedlajnowym, co momentami staje się piekielnie trudne, ale ćwiczy siłę woli.

5)  Pisanie książki oznacza zarazem pisanie mniejszej liczby artykułów, odstawienie wielu lektur, awersję do edytora tekstu, włącznie z permanentnym bólem oczu na sam widok białej kartki w tymże edytorze.

Mam nadzieję, że książka się spodoba i łudzę się, że po jej publikacji będą chętni na rozmowę o tym, co można zrobić z polskim komiksem, którego rozwój w ostatnich latach stracił impet.

A jeśli ktoś ma ochotę na rozmowę bezpośrednią, będzie kilka spotkań autorskich:

3 czerwca 2012 r., Warszawa, Muzeum Sztuki Nowoczesnej,
godz. 16.00, panel dyskusyjny: Bartosz Chaciński, Monika Powalisz, Michał Śledziński + autor

12 czerwca 2012 r., Poznań, Kluboksięgarnia Głośna, występ solowy

16 czerwca 2012 r., Katowice, Rondo Sztuki, występ solowy

23 czerwca 2012 r., Kraków, MOCAK, panel dyskusyjny: Jakub Woynarowski + autor

1 lipca 2012 r., Gdańsk, Bałtycki Festiwal Komiksu, panel dyskusyjny (dokładnego miejsca jeszcze nie znam)

Tak to wygląda. Na spotkanie zapraszam wszystkich czytelników „Outline”, a przepraszam tych, którzy poczuli się zniesmaczeni tym wpisem-autopromocją.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. czekam z niecierpliwościa

  2. Proszę mi wierzyć, że ja również:)

  3. Gratulacje. W czasach błyskania sobą na blogach, taka skromność ujmuje 🙂 Wezmę i poczytam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Muszę przyznać, że rozczarowujące było dzisiejsze spotkanie. Po angielsku jest na to termin: „pity party”.

  6. Frekwencyjnie czy merytorycznie?

  7. Frekwencja to trochę Pana wina i Pana niechęci do autopromocji. Było widać, że Pan jest skromny i chyba nieśmiały, bo w sumie został Pan zakrzyczany na własnym spotkaniu, jednak czasami trzeba się „polansować”, szczególnie, gdy reprezentuje się „getto” ze swego założenia wyobcowane i odizolowane. Subskrybuję trochę blogów i stron na facebooku poświęconych komiksowi i tylko na jednym, oprócz tego, pojawiła się informacja o spotkaniu.
    O merytorycznym aspekcie boję się pisać. Nie jestem dziennikarką, ani osobą ze środowiska komiksowego. Należę do -tu moje subiektywne odczucie po spotkaniu- mocno pogardzanej grupy odbiorców o bardzo eklektycznym guście – od mainstreamu (mangi, komiksów internetowych) przez komiksy polityczne i inne zaangażowane, po artystyczne, plus jeszcze sztuki wizualne dawne i najnowsze – wszędzie są dzieła, które lubię i każdą z tych dziedzin próbuję na własną rękę poznać.
    To jak reprezentanci twórców odnosili się do problemu braku odbiorców mocno mnie zszokowało. Ważne by ktoś sypnął kasą, by mogły powstać z założenia wiekopomne dzieła, czy ktoś je przeczyta to już taki marginalny problem – słuchając tego miałam wrażenie, że to trochę tragifarsa. I prawie wszystko „na nie”, prawie każdy pomysł „nie”. Bo tak będzie „źle”, „tak się nie da”, „to nic nie przyniesie”. Takie gadanie ludzi obrażonych na rzeczywistość.
    Jestem dopiero na początku książki, ale ciekawie wyszły te rozmowy, które już przeczytałam.

  8. Proszę mi wierzyć, nie jestem nieśmiały. Byłem zwyczajnie zmęczony po podróży. Skromność to chyba dziś nieczęsto występująca cecha, więc odbieram tę uwagę jako komplement. Cieszę się, że książka się Pani podoba. Myślę, że postawa twórców nie jest wbrew pozorom roszczeniowa. Dziś wszystkie dziedziny kultury korzystają z państwowego/prywatnego mecenatu. Dlaczego komiks miałby tego nie robić?

  9. Wszystko co powiem jest bardzo subiektywne i nie chcę nikogo obrazić. Są różne teorie dotyczące sztuki, oraz zależności dzieło -odbiorca, które plasują się gdzieś na linii od „wartość dzieła jest całkowicie, obiektywnie w samym dziele” do „wartość dzieła jest całkowicie, subiektywnie w percepcji odbiorcy”. Mi jest bliżej do tego drugie poglądu. Sztuka to jakaś forma komunikacji, czyli nie może funkcjonować tak sobie osobno, bez odbiorcy.
    Jeżeli nie ma odbiorcy na komiks to znaczy, że zawodzą sposoby dotarcia do tegoż odbiorcy. Żyjemy w świecie, gdzie każdy spotyka się z większą ilością bodźców niż jest w stanie przetworzyć i wybiera pomiędzy bodźcami. Jeżeli twórca nie ma ochoty podjąć jakiegoś wysiłku, by dotrzeć do odbiorcy to szczerze powiedziawszy nie współczuję mu problemów typu: nie mogę zarobić dosyć na moich tworach i muszę chałturzyć na boku. Polska rzeczywistość nie jest fajna dla twórców komiksowych, ale obrażanie się na nią i czcze gadki, że powinno być inaczej, nic nie wnoszą. Trzeba próbować i ryzykować i szukać różnych dróg, bo może któraś okaże się skuteczna w naszych warunkach. A nie tylko oczekiwać, że ktoś da kasę, bo inni dostają. Szczególnie ktoś o tak mały i nierównym (spotkałam się z mieszanymi opiniami o jej komiksach, które na mnie zresztą nie zrobiły większego wrażenia) dorobku jak obecna na spotkaniu Pani. Zapewne na każdy nowy komiks pana Śledzińskiego czeka grono fanów, ale na jej komiksy raczej nie. Może dotacja i możliwość zrobienia czegoś dłuższego by to zmieniła, a może nie.
    Dotowanie sztuki to dosyć skomplikowana kwestia. U nas się to robi z tego co rozumiem z ministerstw. Np w UK robi się to z funduszy z National Lottery, ten system zaczął się kształtować po wojnie i dopiero w latach 2000 zaczął przyjmować dojrzałą formę, którą ma teraz. Jednak tam zawsze polityka kulturalna była mocno powiązana z edukacją, nie tylko finansowanie artystów było priorytetem, ale również budowanie coraz większej rzeszy odbiorców. U nas tego nie ma. Dlatego pompowanie państwowych pieniędzy w artystów uważam trochę za dolewanie wody do dziurawej miski. Nie jestem temu przeciwna, ale moim zdaniem to załatwia tylko mniejszą część problemu. Pan Holcman powiedział znamienne zdanie, że biznes nie chce mu się dorzucić, bo za małe są nakłady wydawanych tytułów. I wszyscy przeszli nad tym do porządku. Biznes nie chce dać kasy to trzeba uderzyć gdzie indziej, ale brak chętnych do kupienia komiksów jakoś nikogo nie wzruszył.
    Padło kilka krytycznych uwag o rynku filmowym i o tym, że na jakiś tam film przyszło kilkanaście osób, a na „Nietykalnych” tłumy. Gutek film tak działa właśnie: kupuje tytuł na którym zarabia, by mógł wypuścić wszystkie te ambitne filmy, na które mało kto pójdzie. Ergo znalazł sobie sposób, by funkcjonować w realiach, na które jest obecnie skazany. Trzeba brać przykład z takiej postawy, a nie na nią utyskiwać. Realia może się zmienią, może nie. I na pewno nie zmienią się bez czynnego udziału osób zainteresowanych, a poza Panem Holcmanem na widowni, to goście (nie Pan akurat) na kanapach raczej nie prezentowali gotowości do działania.

  10. Myślę, że nową drogą będzie dystrybucja elektroniczna. Rozwiązuje ona dwa problemy: ceny druku i dystrybucji komiksów papierowych oraz szukanie nowych czytelników poza Polską. Magazynowi „Kus” (choc jest papierowy) działającemy na jeszcze mniej komiksowej niż Polska Łotwie udaje się działać w zakresie międzynarodowym. Publikują w nim również Polacy.

  11. Serdecznie gratuluję publikacji – swoją drogą w zacnej oficynie, bardzo ją cenię. Życzę przyjemnych i licznie odwiedzanych promocji i szybkiego dodruku!

  12. @ambrozyjka – bardzo dziękuję za gratulację. Gdyby pojawił się dodruk (choć nie jestem aż takim optymistą), wtedy będzie to raczej tzw. wydanie rozszerzone:)

css.php