Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

25.04.2012
środa

Relacja z Ligatury

25 kwietnia 2012, środa,

A dokładnie z czterech ligaturowych wystaw. W zeszłym tygodniu nie miałem bowiem dobrej passy. Z tzw. „przyczyn niezależnych” blog nie był aktualizowany, a z Poznania musiałem wyjechać w sobotnie południe. Ligatura trwała wtedy w najlepsze. Ale i tak udało mi się zobaczyć i sfotografować kilka ciekawych rzeczy.

Dziewczyny lubią blond i Koza o tym wie.

Czwartek zacząłem od ekspozycji Janka Kozy, czyli chyba najbardziej promowanej przez organizatorów wystawy „Polaków uczestnictwo w kulturze. Raport z badań 1996-2012”. Bałem się rozczarowania, bo wystawa miała miejsce w Bibliotece Uniwersyteckiej, a praktyka pokazuje, że domy kultury i biblioteki to na ogół kiepska i źle wykorzystywana przestrzeń . Tym razem było inaczej. Maciej Gierszewski (kurator) i Kira Pietrek (aranżacja plastyczna) zrobili udany szturm na biblioteczne gabloty. Jeśli ktoś uważnie śledzi twórczość Kozy (a do grona takich osób nieskromnie się zaliczam), to sam pomysł na aranżację wystawy (grafika + plus podział komiksów na kategorie) wyglądał ciekawiej niż  prace. A to dlatego, że większość z nich znana była ze wcześniejszych albumów i prasowych stripów. Niemniej Kira Pietrek opatrzyła komiksy i rysunki Kozy uroczo kiczowatymi (co było oczywiście celowe) passe-partout w pastelowych barwach. Same komiksy to krótkie historie o polskiej tandecie, bylejakości, smutku i żenującej codzienności. Jak zawsze w najlepszym gatunku, choć jak wspomniałem – jeśli ktoś znał je wcześniej – nie były zaskoczeniem. Dlatego większą uwagę zwracałem na szkice, wprawki i oryginały, a także zabawy a’la Rafał Bujnowski w odtwarzanie przedmiotów. Jak się okazuje Koza lubi szampony koloryzujące do włosów. Wyglądały świetnie, a sama wystawa udowadniała, że z bibliotecznej przestrzeni przy odrobinie sprytu da się jednak coś wycisnąć i pokazywanie w niej komiksów może mieć sens.

Wystawa Feuchtenberger. Czyli z cyklu ładne komiksowe obrazki

Potem przespacerowałem się z ul. Ratajczaka do budynku Uniwersytetu Artystycznego (na który i tak wszyscy mówią po staremu ASP) na wystawę Anke Feuchtenberger. I tu nastąpił niespodziewany zgrzyt. Ekspozycja była po prostu zestawem ładnych obrazków. Plansze wyciągnięte z różnych komiksów, nie przetłumaczone (nie każdy zna włoski i niemiecki) i nie układające się w żadną spójną całość. Ich oglądanie miało sens jedynie po to, by podziwiać doskonałe umiejętności graficzne Feuchtenberger. Na szczęście w tej samej sali prezentowano filmy animowane niemieckiej artystki, surowe, niepokojące i pełne sennego, surrealistycznego klimatu. Skupiłem się zatem na filmach. Zresztą nie tylko ja, bo miałem wrażenie, że ludzie dookoła też lepiej przyswajają owe filmy niż rozwieszone plansze. Tym bardziej, że pokazywane krótkometrażówki uzupełniały wydany właśnie album „Somnambule” Feuchtenberger. Oryginalny i (w przeciwieństwie do wystawy) wciągający.W piątek poszedłem do CK Zamek na wernisaż austriackich komiksów „Radar”. Niestety w Zamku, podobnie jak w przypadku zeszłorocznej wystawy ilustracji po targach książki, prace znowu zostały zamieszczone na nieśmiertelnych, metalowych stelażach, które lada moment staną się chyba jakąś anty-wizytówką tej instytucji. Na szczęście same komiksy ciekawe (choć tłumaczenie z niemieckiego również by się przydało). W szczególności ilustracje Nicolasa Mahlera w symboliczny i dowcipny sposób przedstawiające superbohaterów.

komiks 3D Daniela Gutowskiego

Plastiki Świdzińskiego

Na koniec wernisaż prac ludzi z „Maszina” w piątkowy wieczór w Kolektywie 1A przy ul. Św Wojciecha, nowej niezależnej miejscówce kulturalnej. Takich miejsc wciąż w Poznaniu brakuje (Poznań to nie jest miasto z wieloma ciekawymi niezależnymi galeriami, oj nie). Ludzie ledwo się zmieścili. A co najlepsze, wystawa Maszinowców (Daniel Gutowski, Leszek Wicherek, Mazol, Jacek Świdziński, Mikołaj Tkacz, Renata Gąsiorowska) okazała się najlepszą  z wszystkich 4, jakie udało mi się zobaczyć w trakcie dwóch dni Ligatury. Niesamowite eksperymenty z komiksem 3D w galarecie (Daniel Gutowski), przestrzenna zabawy formą komiksową w plastikowych segregatorach na sztućce (Jacek Świdziński)  ikona Mazola czy w końcu historyjki obrazkowe zrobione przez dzieci z przedszkola. Mnóstwo luzu, bezpretensjonalności, żartu z komiksowego medium, rozciągania jego granic. Czekam na Maszina w jakiejś papierowej antologii, no i na albumy poszczególnych twórców. Sama wystawa pokazała, że mają niesamowicie otwarte głowy i poczucie humoru. Jeśli ktoś ją przegapił, niech żałuje.

ikona Mazola

W sobotę już niczego nie udało mi się zobaczyć, a do Poznania wróciłem dopiero w poniedziałek, gdy już po Ligaturze było pozamiatane.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Podczas wymieniania Maszinowców w nawiasie Mi Ca się zgubił

  2. A może dałoby się opracować i udostępnić do poabinra banery, buttony, kody reklamowe? Członkowie stowarzyszenia (także osoby spoza) mogliby reklamować imprezę na swoich stronach www.

css.php