Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

11.03.2012
niedziela

Moebius nie żyje. Gir nie żyje.

11 marca 2012, niedziela,

Autograf Jeana Girauda, fot. Sebastian Frąckiewicz

Nie chcę, żeby ktoś traktował mnie jak legendę, bo jeszcze nie umarłem. Jestem tu, z wami, cały czas w dobrej kondycji i nadal tworzę – mówił w 2008 na festiwalu komiksowym w Łodzi Jean Giraud. Dziś niestety te słowa nie są już aktualne.

Gdy w 2008 jechałem na festiwal komiksowy w Łodzi, czułem się jakbym jechał do Angouelme. To była najlepsze edycja festiwalu. W jednym miejscu Manara i Moebius oraz ich wystawy. Wystawy oryginalnych prac, a nie jakieś tam wydruki z albumów. Miałem zrobić duży materiał o Moebiusie do „Przekroju”, byłem cholernie podekscytowany (dosłownie jak nastolatek) i skoncentrowany tylko na tym jednym celu. Udało mi się wyciągnąć od organizatorów festiwalu pół godziny na rozmowę i sesję zdjęciową, którą robił Bogdan Krężel. Pół godziny to mało i dużo. Mało, bo z kimś takim jak Giraud można rozmawiać godzinami. Dużo – biorąc pod uwagę to, że na ogonie wiszą ci jeszcze inni dziennikarze. Spinam się zatem.  Bogdan Krężel robi zdjęcia, kiedy Giraud rysuje. Fotograf kładzie się na stole, na podłodze, potem jeszcze robimy krótką sesję na schodach. Bogdan każe mi trzymać jakieś urządzenie (chyba wyzwalacz lampy błyskowej), które jak na złość się psuje. Giraud jest cierpliwy, uprzejmy, choć ma już swoje lata, a jego żona nie lubi, kiedy męczą go dziennikarze. Ma status komiksowej megagwiazdy, ale jego skromność jest rozbrajająca.

W trakcie wywiadu proszę artystę, żeby narysował siebie z dzieciństwa. Dokładnie proszę o narysowanie małego Moebiusa. Efekt widzicie powyżej. Psychoanalityk miałby pewnie dużo do powiedzenia o tym rysunku. Zresztą sam Girarud również w pewien sposób dokonał jego autointerpretacji mówiąc mi, że przez całe swoje życie ciążył mu kompleks prostego chłopaka z paryskich przedmieść, którego rodzina wyjechała ze wsi do miasta w poszukiwaniu pracy. Giraud na własne życzenie podzielił się na dwie osobowości twórcze – Gira, robiącego mainstreamowe komiksy oraz Moebiusa, który obudził się w nim później, gdy dotarł do swojej podświadomości. Szanował jedno i drugie wcielenia tak samo. W drodze do swojej podświadomości wspierał się haszyszem, grzybami halucynogennymi oraz atmosferą lat 60-tych we Francji

Sposób mojej pracy jest bardzo związany ze snem, ale w nieco inny sposób. Praca rysownika jest wyjątkowa. Gdy pisze się książki umysł angażowany jest w sposób świadomy, natomiast rysunek wymaga tyle czasu, że dochodzi do pewnych zmiennych stanów umysłu, na pograniczu snu. Nie chodzi o marzenie senne, ale pewnego rodzaju sen rysunkowy.

Po 50 latach pracy mam coś w rodzaju odruchu Pawłowa. Jak tylko biorę ołówek do ręki mój umysł zaczyna się znajdować w stanie podświadomości. Kiedy byłem młody, było to bardzo trudne, bo dopiero formowałem się jako artysta. Szukałem wszelkich możliwych sposobów, żeby dotrzeć do tego obszaru marzeń i utrzymać go przy życiu jak najdłużej. Ok. 35 roku życia nauczyłem się z tego korzystać w pełni – mówił w Łodzi.

Ile razy czytając prace science-fiction Moebiusa mieliście wrażenie, że tak naprawdę są to wewnętrzne światy i wewnętrzne krajobrazy a nie podróże wśród gwiazd?

Jego gwiazda właśnie zgasła. Zmarł Jan Giraud, zmarł Gir, zmarł Moebius. Skromny człowiek z paryskich przedmieść i gigant komiksu.
Jean Giraud. Na schodach w Łódzkim Domu Kultury. Sprzęt fotograficzny ma lekką awarię,  fot. Bogdan Krężel (www.bogdankrezel.com)

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Jak dla mnie najlepszy tekst o tym smutnym wydarzeniu jaki można przeczytać w internecie.

  2. zgadzam sie z przedmowca. madry, bardzo osobisty tekst. zazdroszcze spotkania z moebiusem.

css.php