Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

1.03.2012
czwartek

Zabójczy żart – Alan Moore w świecie Batmana

1 marca 2012, czwartek,


Ten album „Batmana” będzie interesujący nawet dla czytelników, którzy nie przepadają za superbohaterszczyzną. Zresztą sam Alan Moore również za nią nie przepada. I szczerze mówiąc, zupełnie mnie to nie dziwi. Jest jednym z niewielu twórców  związanych z mainstreamem, który ma odwagę głośno powiedzieć, że przemysł komiksowy zatrzymał komiks w rozwoju. Choć akurat „Zabójczy żart” stanowi jeden z niewielu chlubnych wyjątków.

Może dla fanów komiksowych zabrzmi to jak bluźnierstwo, ale w komiksach superbohaterskich trudno mi znaleźć coś dla siebie. Piszę to z całą świadomością wszystkich metamorfoz, jaki ten rodzaj komiksu przeszedł przez lata, zmian w konstrukcji bohatera, wizji  świata, itp., do których to zmian przyłożył rękę sam Moore. Mam jednak wrażenie, że te próby przepracowywania konwencji, nawet najbardziej inteligentne jak „Kick-Ass” to i tak krążenie w ramach tego samego systemu, to wciąż to samo pole odniesień dostępne dla wtajemniczonych fanów. Komiksy odnoszące się do innych komiksów i komiksowej konwencji. Nie mówiąc już o zachowawczej grafice.

Być może uruchamia się u mnie jakiś syndrom przejedzenia trykociarzami z czasów młodości, kiedy chłonęło się na potęgę wszystko, co wydawał Tm-Semic. Do „Zabójczego żartu” (opublikowanego w Polsce po raz pierwszy w 1991) mam jednak sentyment, bowiem Moore’owi i Bollandowi udało się stworzyć świetną historię o szaleństwie i pogrzebać trochę w naturze samych bohaterów, zapytać o przyczyny ich postępowania. Twórca stara się nas przekonać, że jeden zwykły dzień przynoszący nieszczęście może spowodować zmianę przeciętnego człowieka w psychopatę. Ciekawe jest to, jak Morre odkrywa przed nami ludzkie oblicze Jokera, pokazuje go jeszcze przed przemianą. I robi to w taki sposób, że zaczynamy mu współczuć. Poza tym Moore na chwilę stawia znak równości między Batmanem, a Jokerem udowadniając, że w gruncie przyczyna ich „narodzin” jest taka sama.

Zaskakujące jest to, jak sposób i jakość wydania komiksu wpływają na jego odbiór. Mam właśnie przed sobą nowe wydanie z Egmontu oraz to stare z 1991 roku. Reedycja na pewno zadowoli kolekcjonerów, bo „Zabójczy żart” jest tak świetnym komiksem, że należy mu się twarda oprawa i porządny papier. Ale mimo wszystko to stare wydanie lepiej pasuje do klimatu opowieści. Rozjechane kolory, przebarwienia, żółto-czerwona tonacja o wiele lepiej oddają nastrój chorego show, jaki Joker zgotował komisarzowi Gordonowi, a także zawieszenie granicy między światem realnym, a szaleństwem. Niemniej, jeśli ktoś nie ma na swojej półce „Zabójczego żartu” powinien nadrobić tę zaległość.

Alan Moore (scenariusz), Brian Bolland (rysunki), Batman. Zabójczy żart, Egmont, Warszawa 2012, s.64.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Przykleiłeś swoją subiektywną opinię o trykociarzach do Moore’a, który nie przepada za korpo-przemysłem komiksowym a nie za superbogaterszczyzną samą w sobie.

    Moore w Miraclemanie, Swamp Thingu, Watchmenach czy w recenzowanym Batmanie już w latach ’80 zmienił oblicze tej konwencji i zarazem doprowadził ją do apogeum ALE później nie raz wracał do tworzenia kolejnych takich historii. Między innymi całe autorskie uniwersum ABC (w tym Liga Niezwykłych Dżentelmenów), to przecież świetne, inteligentne komiksy superbohaterskie. Z przymrużeniem oka, nostalgią i tonami odwołań. Moore jest magiem popkultu, dla którego komiks superbohaterski jest tak samo ważny jak reszta mniej lub bardziej pulpowych składników.

  2. Po lekturze „Alan Moore: wywiady” mam wrażenie, że po latach nie ma złudzeń również co do konwencji. Druga sprawa, konwencja-przemysł to w tym wypadku sprzężenie zwrotne

  3. No jasne, ALE to że na przykład w wywiadzie Moore twierdzi, że nie czyta superhero to ściema. Dowodem jest choćby jego przedmowa do wydanego u nas Planetary. Konwencja-przemysł sprzęgają się tu zaś o tyle, że Moore uważa (nie bez racji), że DC zagięło na niego parol i chcą go wykupić (jak to zrobili z ABC). Dlatego zarzeka się, że nie da im satysfakcji i nie będzie więcej tworzył superhero. Nie zaś dlatego, że nie przepada za taką konwencją.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Mam jednak wrażenie, że te próby przepracowywania konwencji, nawet najbardziej inteligentne jak „Kick-Ass” to i tak krążenie w ramach tego samego systemu, to wciąż to samo pole odniesień dostępne dla wtajemniczonych fanów.”

    Nie bardzo rozumiem ten zarzut. To trochę tak jak by powiedzieć, że konwencja sensacyjna to tylko „zabili go i uciekł”. Albo powiedzieć o filmach Hustona, Jean-Pierre Melvillea, Waltera Hilla, Sama Peckinpaha, Johna Woo i Johnyego To że „to i tak krążenie w ramach tego samego systemu, to wciąż to samo pole odniesień dostępne dla wtajemniczonych fanów. Filmy odnoszące się do innych filmów i sensacyjnej konwencji” .

    Inna sprawa, że w komiksie super bohaterskim powiedziano dużo, ale nie jest tak jak z westernem, że formuła się wyczerpała i nie da się pójść dalej. Prawdą natomiast jest to, że w dzisiejszych czasach widać spadek wartości artystycznej w mainstreamowym obliczu medium – tak zresztą mówił Moore w wywiadach.

    „Zresztą sam Alan Moore również za nią nie przepada”

    Moore ogólnie nie przepada za współczesnym komiksem. Jedzie po „złodziejskim przemyśle” i współczesnych twórcach którzy wg niego nie są zbyt utalentowani ( za co zresztą Jason Aaron wieszał na nim psy jakiś czas temu). Nie czytałem nigdzie żeby sobie tyłek podcierał konwencją superhero.

  6. Ja nie piszę przecież, że sobie podciera konwencją superhero. Mam wrażenie, że jest po prostu nią rozczarowany i trochę zmęczony

  7. Wszystko prawda, tylko wydaje mi się, że trochę błędnie wskazujesz na superhero gdy tak naprawdę Moorowi chodzi o „mafijny-korpo-biznes” i zasady nim rządzące (już powtarzam po Macku). Jasne, że można o tym myśleć wymiennie (mainstream = superhero) ale akurat sama konwencja nie jest tutaj niczemu winna.

    Powodzenia w regularnym blogowaniu. Będę zaglądał.

  8. Oczywiście to kwestia gustu, czy się komuś podoba konwencja superbohaterska, czy nie. Podobnie jak i to, czy nam się podoba powyższy komiks. Nie mogę się jednak zgodzić z tezą, iż komiksy superbohaterskie mają „zachowawczą grafikę”. W wielu przypadkach – być może faktycznie jest pewien standard stosowany, ale jest też pewna grupa tytułów, które – czy to w obrębie konwencji, czy też w ogóle – ma eksperymentatorski lub artystyczny charakter. Zresztą, często nawet jeśli te grafiki są „zachowawcze”, to jednak są tak dobrze zrobione, że trudno o nich zapomnieć. Z takich, które ostatnio zrobiły na mnie wrażenie i chętnie bym zobaczył je w Polsce to seria „Batwoman”. Jest tam kilka interesujących paneli i nawet jeśli nie jest to najdoskonalszy przykład, to pokazuje, że „zachowawczość” jest raczej chybionym zarzutem.

    A jeśli chodzi o konwencję superbohaterską polecam trylogię Warrena Ellisa z „No hero”, „Black summer” i, szczególnie, „Supergod”. Owszem, to nadal przepracowywanie konwencji, ale bynajmniej nie hermetyczne (nie ma odwołań do innych tytułów, postaci, wydarzeń), choć skupiają się tylko na superbohaterstwie.

css.php