Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

19.02.2012
niedziela

Parenteza: lata wycięte z życia

19 lutego 2012, niedziela,


W tym roku serwis Komiksomania opublikował listę 10 najbardziej wpływowych osób w polskim komiksie. Ranking był teoretycznie zrobiony z przymrużeniem oka, ale nie do końca, bo wyniki ułożyły się w klasyczną listę zasłużonych dla polskiego komiksu. Nuda. Bo jak się bawić to się bawić i skoro ów ranking miał być na luzie, zabrakło w nim jednego istotnego i naprawdę wpływowego bohatera zbiorowego. Mam na myśli młode jury z dwujęzycznych ogólniaków (drugi język to francuski), które co roku w Krakowie przyznaje tzw. polskie Angouleme. Mechanizm tego wyróżnienia jest prosty. Licealiści wybierają najlepszy ich zdaniem album z frankofońskich komiksów nominowanych w danym roku do nagrody na festiwalu w Angouleme. Rok później komiks, który zdobył serca naszej młodzieży zostaje wydany. Trzeba przyznać, że nastolatki z dwujęzycznych ogólniaków mają naprawdę dobry gust. Dzięki nim pojawiły się u nas takie komiksy jak „Kot Rabina” czy „Kurczak ze Śliwkami” Marjane Satrapi.W zeszłym roku polskie Angouleme dostała „Parenteza”, która właśnie ukazała się drukiem. Okazuje się, że znów warto zaufać licealistom.

Autobiograficzny komiks narysowany i napisany przez Francuzkę opowiada o kilkuletnich zmaganiach z guzem mózgu. Nowotwór wywoływał u dziewczyny epilepsję i początkowo jedynie zaniki pamięci krótkotrwałej, z czasem zdolność koncentracji, zapamiętywania, a nawet częściową utratę zdobytej wiedzy. Zanikała także zdolność  czytania. Dla młodej kobiety wchodzącej w życie oznaczało to brak samodzielności i osobistą katastrofę. Choroba zabrała jej kilka lat i stała się tytułową parentezą, niechcianym wtrąceniem w biografię. Durand na szczęście odzyskała zdrowie, ale postanowiła rozliczyć się z czasem trudnej walki. Wybrała do tego oszczędną formę graficzną pozwalającą na szybkie, spontaniczne rysowanie. Posługuje się zaledwie czarnym cienkopisem, rysując nim kontury postaci, na które nakłada szarość przy pomocy ołówka i czarnej kredki. Redukuje tło do niezbędnego minimum, żeby skupić się na postaciach, a jedną z nich jest spersonifikowana choroba.  Artystka nie cierpi na horror vacui, lubi grać pustą przestrzenią i bielą. Dzięki tym zabiegom komiks Durand wygląda trochę jak szkicownik. Nie bez powodu, bowiem, autorka chorując rzeczywiście prowadziła notatnik. „Zapisywała” swoje stany emocjonalne za pomocą szkiców. Część tych autentycznych, bardzo ekspresyjnych i trochę przerażających rysunków znajduje się w albumie i tworzy jego integralną część. Ich publikacja to odważny krok i zaproszenie czytelnika do najbardziej osobistej przestrzeni.

„Parenteza” pokazuje, jak przewlekła choroba przewraca ludzkie życie do góry nogami. Wszystko orbituje wokół niej, tydzień składa się z nowych tabletek, wizyty u lekarza, poszukiwania kolejnych metod leczenia. Czas płynie zupełnie inaczej. Szpital powoli staje się drugim domem. Choroba rozbija także zupełnie tożsamość człowieka. Durand wizualizuje i personifikuje guza. Przedstawia go jako potwora tkwiącego w jej ciele, z czasem zmieniającego się  wielkogłowy cień kobiety, która pożera autorkę i  staje się jej wręcz  życiową partnerką.  Durand często  rysuje siebie w małej skali na białej planszy, oddając w ten sposób swoje poczucie osamotnienia i odklejenia od świata. Ogromną zaletą tego komiksu jest to, że warstwa wizualna nie stanowi jedynie poprawnej ilustracji tekstu. Durand stosuje sporo graficznych metafor, mówiąc nam, że swój lęki i zagubienie nie jest w stanie oddać jedynie słowami. Stąd komiks wydaje się lepszym wyborem niż powieść. Puenta  nie będzie jednak całkowicie optymistyczna, bowiem można wyjść nawet z ciężkiej i teoretycznie nieuleczalnej choroby (autorka miała naprawdę ogromne szczęście), ale ślady w psychice zostają na zawsze.

Elodie Durand, Parenteza, Post, Kraków 2012, s.222

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. wizualnie wygląda naprawdę nieźle.

  2. niestety „Kot Rabina” po drugim tomie został wstrzymany, szkoda, szkoda.

  3. Cóż, zawsze można kupić angielską edycję – 6 albumów zebrane w dwóch tomach. Warto spróbować.
    Ale myślę, że polska edycja ukaże się w całości. W bliżej nieokreślonym kiedyś.
    A może będzie tak jak z „Lupusem”. Długo nic, a potem szybkie nadganianie reszty.

  4. Komiksem chyba rzeczywiście czasami łatwiej coś powiedzieć. Sugestywniej. Ech, a pomysleć, że do tej pory żywot tego medium zaczynał się i kończył dla mnie na Thorgalu, skądinąd świetnym;).

css.php